środa, 22 kwietnia 2020

RYBNICKI GRZBIET




     Wszystkie plany na wczesnowiosenne wyprawy wzięły w łeb. Zakaz wejścia do lasu spowodował przymus siedzenia na tyłku i podziwiania gór co najwyżej przez okno. Głód górskich wycieczek był tak wielki, że kiedy zdjęto obostrzenia dotyczące lasów, poczułem się jak pies zerwany z łańcucha i czym prędzej ruszyłem w teren ponurzać się w górskich plenerach.
 Zacząłem w miejscu wyjątkowym, na moście w Głuszycy przy ujściu Rybnej do Bystrzycy.

    Dlaczego wyjątkowym? Otóż obydwa cieki są naturalnymi granicami pomiędzy sąsiadującymi sudeckimi pasmami a w tym właśnie miejscu schodzą się trzy: Góry Kamienne (Suche), Góry Wałbrzyskie oraz Góry Sowie.

    Asfaltem wzdłuż Rybnej dostaję się na na południowy kraniec Gór Wałbrzyskich, skąd atakuję najbardziej na południe wysuniętą górę tego pasma.

    Podejście jest krótkie, ale wymagające ze względu na stromiznę. Wierzchołek znajduje się 512 m n.p.m. lecz własnej nazwy nie ma, podobnie jak sąsiedni, na który za chwilę trafię. Jednakże las, który porasta i porastał także kiedyś oba wierchy nazywał się Teich Wald.

    Ze szczytu widać niektóre wzniesienia Gór Sowich po drugiej stronie Bystrzycy. Są tam Jedlińska Kopa i Włodarz.

    Sąsiednia górka, o której wspomniałem, jest dużo bardziej charakterystyczna, gdyż na jej szczycie znajduje się budowla.

    Ta rotunda, zwana potocznie bunkrem, to żelbetowa konstrukcja przypominająca zbiornik na wodę, pod którą przebiegają jakieś kanały i podobno pomieszczenia.

    I widoki spod baniaka są niczego sobie; Jeleniec, Rogowiec, Sajdak, Jedliniec, Wawrzyniak (Suche i Wałbrzyskie).

    Jedlina -Zdrój.

    Kawałek Klasztorzyska i Szerzawa (Wałbrzyskie).

    Stróżowa Góra i Jedlińska Kopa (Sowie).

    Następną górą do przejścia jest Sajdak (daw. Köhler Berg). Jej wschodni stok jest odsłonięty, toteż można swobodnie z innej perspektywy popatrzeć na "bunkier" i jego ulokowanie w terenie na tle Masywu Włodarza.

    Ładny widok jest też na Głuszycę i okalające ją góry, widać m.in. Włodzicką Górę i Źródlaną.

    Wierzchołek Sajdaka (585) jest już zarośnięty, ale idąc dalej grzbietem można wyłapać jeszcze Słodną, Kościelca i Gomólnika Małego a w dole Grzmiącą.

    Przełęcz pod Wawrzyniakiem, to miejsce, gdzie spotykają się dwa szlaki piesze. Stąd na grzbiet prowadzi niezwykle strome podejście.

    Na szczęście po stu metrach jest trawers idący południowym stokiem grzbietu i to nim dalej wiedzie mnie wąska ścieżka - rowerowa zresztą - wśród świeżej zieleni listowia drzew.

    Po blisko kilometrze, na stoku Jedlińca, napotykam na sporych rozmiarów melafirową skałę, którą trudno objąć wzrokiem z dróżki przechodzącej u jej podstawy.

    Dopiero schodząc poniżej ścieżki, na stromy stok, można próbować ogarnąć całość, ale i tak to nie jest jeszcze pełny jej widok.

    Kazikową Skałę nazwali ci, którzy z niej korzystają najczęściej, czyli wspinacze. Na górę prowadzi dla nich tylko jedna droga.

    Jest to droga Tylko Dla Rozważnych i tak też się nazywa.

    Dla takich leszczy jak ja, jest na górę droga obok skały, ale stroma niemożebnie. Chęć bycia na szczycie przeważyła jednak nad niechęcią do olbrzymiego wysiłku, więc wygramoliłem się powoli na wierzch Kazikowej.

     Wprawdzie byłem tu blisko osiem lat wcześniej, ale warto się poświecić jeszcze raz, by odświeżyć obrazy z przeszłości. Poniżej dolina Rybnej, dalej widok na Głuszycę i na horyzoncie znane wierzchołki od Włodarza, poprzez Małą i Wielką Sowę, Sokoła i Włodzicką Górę po Ostoję.

    Na południu, po drugiej stronie doliny, widoczne są: Gomólnik Mały, Jeleniec Mały i Rogowiec.

    Na zachodzie, w oddali, rozbierany Bukowiec.

    Podczas dalszej wędrówki trawersem można spotkać kolejną pokaźną skałę, tym razem jeszcze nienazwaną, choć użytkowaną przez skałkarzy. Na tą się jednak nie wspinam, bo widzę, że drzewa są wyższe a to znaczy, że za wiele i tak bym z niej nie zobaczył.

    Trasa nie jest monotonna, bo choć krajobraz wokół leśny, to zmienia się jak w kalejdoskopie. Jest zatem buczyna.

    Jest i brzezina.

   Jest również bór.

    A tam, gdzie są luki w drzewostanie, pojawiają się widoki. Rogowiec i Jeleniec.

    Dolina Rybnej i Sowie w oddali.

    Spacer trawersem kończy się na wysokości Jałowca Małego, na którego oczywiście zaglądam zaciekawiony, cóż tam nowego widać i słychać? Niestety wierzchołek jeszcze nie dorobił się wizytówki i przechodzący tędy turyści nie są informowani co to za miejsce. Ale tak jest tutaj wszędzie.

    Dalsza trasa to przejście wierchami grzbietu, lecz dla odmiany z widokami po jego drugiej stronie. Naturalnie pierwszoplanowym obiektem w tym przypadku była Borowa w towarzystwie Wołowca i Suchej.

    Rozpychająca się przed obiektywem Borowa kradnie show również innym wzniesieniom, jak choćby Jałowiec Mały czy bezimienny 761.

    Na Jałowcu (751) znajduje się platforma widokowa, oddana do użytku w 2017 roku, która przyciąga miłośników krajobrazów. Śmiem jednak twierdzić, że gdyby w tym miejscu jej nie było, widoki byłyby ciągle takie same. W niektórych publikacjach można przeczytać, iż dawniej góra zwała się Jägerbänke, ale nie jest to prawdą, gdyż przed wojną ten szczyt nazwy nie miał a określenie w starych mapach "Jägerbänke" w tym miejscu oznaczało jedynie "myśliwską ławkę", czyli taki leśny przystanek z siedziskami, jakich dziś w górach jest sporo, gdzie można usiąść, odpocząć i się posilić.

    Widok na Jedlinę, na horyzoncie Masyw Ślęży, bliżej Klasztorzysko i Szerzawa, Babi Kamień, najbliżej Małosz.

    Wielka Sowa, Mała Sowa a przed nimi Włodarz i Jaworek.

    Następny na drodze jest Jedliniec (735). Kiedyś o tym pisałem, ale warto przypomnieć, że nazwa ta pochodzi z konkursu z początku wieku a jej autorem jest Artur Marosz. Na wierzchołku ewidentnie widać działanie leśników i tylko się zastanawiam, czy aby nie szykuje się tu jakaś kolejna atrakcja widokowa, bo są ku temu warunki.

    Pamiętam, jak kilka lat wstecz wędrując Rybnickim Grzbietem, przedzierałem się w tych okolicach przez chaszcze a dziś prowadzi mnie szeroka leśna droga.

    Aby nie wracać tą samą drogą, na Przełęczy pod Wawrzyniakiem wybrałem szlak czerwony (GSS) schodzący w dolinę Rybnej.

    Trochę niespodziewanie dla mnie, mogłem jeszcze z niego ujrzeć kawałek świata: Włodzicka, Wysoka, Czernina, Źródlana, Czarnoch, Ostoja.

    I wreszcie Rybna, mająca swe źródło niedaleko "Andrzejówki" - miedza dwóch pasm, Gór Wałbrzyskich i Kamiennych.

    A w Grzmiącej na potoku jest, co prawda sztuczny, ale miły dla oka kaskadowy wodospad, tuż pod linią kolejową.

    I tym miłym akcentem kończę pierwszą wiosenną sudecką wycieczkę, której towarzyszyła piękna pogoda.