Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słoneczna kopa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słoneczna kopa. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 czerwca 2017

KAMIENIOŁOM W ŚWIERKACH



   To była zupełnie spontaniczna przechadzka. Przejeżdżając przez Świerki przypomniałem sobie o zamkniętym kamieniołomie i jego zalaniu wodą jakiś czas temu. Zareagowałem błyskawicznie; zaparkowałem pod sklepem i ruszyłem z buta układając sobie w głowie plan, który po chwili weryfikowałem w mapie i od razu zacząłem realizować.
    Najmniej przyjemny był odcinek początkowy, czyli marsz drogą wojewódzką 381, gdzie ruch kołowy jest bezlitosny a chodnika nie ma. Ale niestety tak prowadzi szlak czerwony (krótki łącznik z przystanku kolejowego do granicy), stosunkowo nowy tutaj.

   Na szczęście to tylko kilkaset metrów i szlak schodzi z drogi w kierunku Stajni Świerki zajmującej się treningiem kłusaków. Jakieś koniki hasały po zagrodzie lecz z pewnością nie trenowały. Mnie interesowało to co dalej i wyżej a mianowicie wał, za którym znajduje się nieczynny już kamieniołom. Dostanę się tam od góry.

    Szlak wiedzie w kierunku granicy państwa przez osadę Granicznik (daw. Markgrund), która dziś jest prawie wyludniona. Jednak przez tereny tej kolonii Świerków (Świerek? daw. Königswalde)  przechodzi jakiś lokalny szlak przywracający nieco pamięci zapomnianemu miejscu.

    Jest tu kilka miejsc po zabudowaniach, ale jest też jeszcze trochę ocalałych budynków. Przy samym szlaku znajduje się dom z nowym pokryciem dachowym i tabliczką informującą, iż obiekt jest monitorowany i chroniony przez profesjonalną firmę.

   Po przeciwnej stronie natomiast, ruina budynku, który dawniej był gospodą Gasthaus Zum Bergschlössel.

    Z daleka lepiej widać położenie obydwu budynków.

   W końcu droga wyprowadza na grzbiet graniczny Gór Suchych na "Rozdrożu pod Słoneczną Kopą". Tutaj już przebiega zielony szlak.

    Dalsza część wędrówki zmierza właśnie na Słoneczną Kopę. Zaraz po wejściu do lasu, przy słupku granicznym 200/17 znajduje się pozostałość pomnika poległych w bitwie pomiędzy wojskami pruskimi a bawarskimi w 1807 roku.

    Następnie szlak przebiega przez Słoneczną Kopę, choć nie przez jej wierzchołek. W każdym razie góra jest zalesiona i promienie słoneczne docierają tu w okrojonej ilości.

    Pomiędzy Słoneczną a sąsiednią górą - Czarną Kopą jest siodełko, gdzie wysoki las kończy parasolową działalność.

    Znajduje się tutaj tafelka z fragmentem wiersza Karola Maliszewskiego. Jest to przystanek na szlaku literackim "Z domu dziennego do domu nocnego" biegnącego z Krajanowa (gdzie mieszka Olga Tokarczuk) do Trójpańskiego Kamienia.

    Z siodła jest dróżka w dół, na północną stronę, po której widać na horyzoncie Wielką Sowę i Grabinę.

    Zanim jednak puszczę się z górki, wejdę na Czarną Kopę będąc tak blisko.

    Co prawda szlak omija wierzchołek, ale jest tu dróżka odbijająca w lewo przez niego prowadząca.

    Cóż za ironia, Słoneczna Kopa (Sonnenkoppe) zacieniona wysokimi drzewami, podczas gdy Czarna Kopa (Schwarzekoppe) pięknie oświetlona słoneczkiem. Oczywiście kiedy je nazywano dawno temu, mogło być odwrotnie.

    Z wierchu widok na Włodzicką Górę i Grabinę. Poniżej, w stok Czarnej Kopy wcina się nieczynny już kamieniołom melafiru i do niego będę powoli schodził.

    Wracam więc do siodła i mało wyrazistą dróżką schodzę po stromiźnie w kierunku wyrobiska. Chwilami towarzyszą mi widoczki na Świerki, Włodzicką i Sowie w tle.

    Po chwili widać już oczko wodne o ciekawej barwie, ale nie podejmuję się jej nazwać, bo jako mężczyzna znam tylko trzy.

    Przez dziurę w ogrodzeniu przedostaję się na "tarasy" i stopniowo schodzę bliżej zbiornika.

    Otoczenie zalewu zaczyna nabierać życia, księżycowy krajobraz powoli zmienia się w zieloną oazę, choć jeszcze trochę czasu musi upłynąć nim to wszystko uzyska naturalnego wyglądu. Już pojawiają się pomysły zagospodarowania terenu; a to kąpielisko, a to "Podwodny Park Krajobrazowy". Tak czy owak wieś Świerki na razie odpoczywa od hałasu i zapylenia.

    W północnym kierunku widok na Suche, Wałbrzyskie z Borową i Wzgórza Wyrębińskie a pod nosem Stajnia Świerki z kłusakami.

    Nad kamieniołomem wierch Czarnej Kopy, jak widać słonecznej.

    A szczyt Słonecznej Kopy schowany gdzieś tam między drzewami.

   I te półki, aż się prosi żeby wystawić leżaki i leniwie patrzeć jak czas ucieka.  Owe półki znajdują się na północnym stoku, więc na nich w południe można szukać cienia.

    Po południowej stronie zbiornika jest plac, który bywa wykorzystywany przez miłośników rajdów samochodowych, odbywają się tutaj nieraz etapy tzw. KJS-ów, czyli amatorskich konkursów umiejętności jazdy.

    Jest tylko jedna droga prowadząca na teren po dawnym kamieniołomie, przy wjeździe stoją jeszcze jakieś budynki.

    Trochę wcześniej ślad po kapliczce, jest pusta, być może zawartość została gdzieś przeniesiona, jeśli takowa była.

    Dawny budynek biurowy kopalni stoi naprzeciw drewnianego domu z początku XX wieku, tzw. bursy. Idąc drogą za zabudowaniami można dojść do starego, niemieckiego wyrobiska, o którym krążą różne opowieści z cyklu "ukryte niemieckie coś".

    Dotarłszy do drogi Świerki-Włodowice zmierzałem już do centrum wioski i tym samym końca wycieczki. Jeszcze kilka sezonów i efekty rekultywacji będą bardziej widoczne,  okolica kamieniołomów okryje się bujniejszą roślinnością i miejsce będzie ciekawe chociażby na piknik.


    

niedziela, 8 czerwca 2014

ZIELONYM GRANICZNYM : GŁUSZYCA - NOWA RUDA




     Dzień, a w zasadzie pogoda zapowiadała się pięknie. Zbyt pięknie. Wszyscy ciągną nad wodę a ja w góry. Leżenie plackiem mnie nie pociąga i chociaż prognozy były bezlitosne to i tak nie zrezygnowałem z zaplanowanej wycieczki, a zapowiadali ponad 30 stopni C.
Dotarłem do zalanego kamieniołomu w Głuszycy Górnej gdzie zacząłem niedzielny spacer z plecakiem pełnym picia.

    Nie było jeszcze godziny dziewiątej a już niektórzy chłodzili ciała w tutejszym akwenie. W kombinezonach.

   Obchodziłem wyrobisko od południowej strony drogą wspinającą się przez las aż do skrzyżowania na przełęczy pomiędzy Ostoją a Rarogiem. Dalej kierowałem się w stronę granicy państwowej trawersując dróżką stok tego drugiego.

    W krótkim czasie znalazłem się na granicy gdzie już czekał szlak zielony, którym zamierzałem wędrować.

    Przede mną kilka wzniesień w tym marszu na południe więc jestem przygotowany na sporą stratę kalorii. Pierwszą górą na trasie była dwuwierzchołkowa Bukowa (Buch-Berg-735m.n.p.m.) czy też jak zwą Czesi Jedlový vrch.

    Graniczne szlaki mają tę zaletę, że można łatwo określić położenie przy pomocy ponumerowanego słupka granicznego i mapy Geoportalu.

     Schodząc z Góry Bukowej mijam miejsce odpoczynku, przy którym aż się nie chce zatrzymać i odpocząć. Miał rację Einstein mówiąc, że: "Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej".

   Kopiniec lub Kropiwiec (Stein-Hügel-706 m.n.p.m.) był następnym wzniesieniem na mojej drodze prowadzącej lasem. Zgodnie z mapą przy jednym ze słupków zszedłem trochę z trasy poszukać szczytu ale żadnego znacznika nie było. Drzewa i wysoka trawa. Dobrze, że nic mnie nie ugryzło.

    Kolejnym miejscem wartym odnotowania jest Przełęcz Pod Czarnochem, gdzie bywam kilka razy w roku. Tędy właśnie przechodzą najczęściej turyści z Głuszycy do Janoviček.

    Robi się coraz cieplej. Chwila odpoczynku i ponownie podejście, tym razem na Czarnocha (Schwarzer Berg/Saalen Berg), którego wysokości nie podam, bo nie mam co do tego pewności. Co źródło to inaczej ale myślę, że to będzie 728-733 m.n.p.m. Ale za to są widoki na Góry Sowie z jednej strony.

    Z drugiej zaś na Szpiczaka.

    I ponownie schodzę z góry by wejść na następną. Leszczyniec (Hasel-Berg-736 m.n.p.m.). Znajduje się tu Trójpański Kamień czyli historyczny kamienny słup graniczny z 1732 roku na styku granic: Hrabstwa kłodzkiego, Czech i Śląska.

    W dalszej wędrówce napotkałem jeszcze jeden stary słupek graniczny.

   Po ciągłym marszu przez las w końcu wychodzę na rozległą przestrzeń skąd widzę Małą Sowę.

    To łąki nad Granicznikiem (Markgrund), który liczył dawniej wiele domostw a dziś prawie wyludniony. Słabo widoczna dróżka prowadzi właśnie w dół do tej osady. W oddali widać Włodarza.

   Kawałek dalej droga wchodzi znów do lasu i zaraz po lewej stronie stoi jakiś postument. Na mapach Messtischblatt w tym miejscu jest coś oznaczone napisem "Denkst". Wiem, że gdzieś w tej okolicy stał pomnik pamięci ofiar bitwy z 1807 roku. Czy to jego pozostałość?

     Słoneczna Kopa (Sonnenkoppe-713 m.n.p.m.) to kolejne wyzwanie w ten upalny dzień. Z zalesionej góry widać bliską, sąsiednią Czarną Kopę (Schwarzekoppe-726 m.n.p.m.), na której zaraz się znajdę.

   A na Czarnej Kopie bezdrzewnie, słonecznie. Co za przewrotność. Pewnie kiedyś było inaczej.
 W każdym razie widoki o niebo lepsze. Na Góry Sowie i Wzgórza Włodzickie.

     Hen daleko Grabina, bliżej Włodzicka Góra a pod stopami nieczynny od 2012 roku kamieniołom, którego czeka rekultywacja i podobno ma być zalany. Czekam z niecierpliwością.

    Schodząc ze słonecznej Czarnej Kopy wreszcie widzę coś po czeskiej stronie. Broumowskie Ściany i Kotlina Broumowska z Broumowem.


 Będąc w okolicach wsi Dworki co jakiś czas "łapię" widoki między drzewami, choć niestety tylko na polską stronę. Tym razem miały szczęście: Rymarz, Słoneczna, Kalenica, Żmij, Popielak, Kamień.

   Zatrzymałem się na chwilę na łąkach nad pięknie położonymi Dworkami i podziwiałem. Mała Sowa, Wielka Sowa, Włodzicka Góra, Grabina i palące słońce.

     Żar leje się z nieba a pot ze mnie. A przede mną kolejna górka - Głowy (Hainkoppe-743 m.n.p.m.).

    Szlak omija wierzchołek więc zbaczam troszeczkę aby go zbadać. Nic ciekawego, chaszcze i prześwity na Krajanów.

   Po zejściu z Głów kończy się sielanka czyli marsz wygodną dróżką. Przy ambonie kabrio zaczyna się podejście zarośniętą ścieżynką na Wysoką (Erberkoppe/Schulzenberg-750 m.n.p.m.).

    Szlak trawersuje stok góry ale jest bardzo niewygodny, mnóstwo przeszkód na ścieżce w związku z czym, poirytowany stanem rzeczy, postanowiłem go opuścić wspinając się po kamieniach na wierzchołek. A na nim jest nieźle, przyjemne pejzaże z niezadrzewionego szczytu. Na północnym zachodzie widać m.in. Szpiczaka i Waligórę.

   Po północno-wschodniej stronie Włodzicka Góra a z tyłu Mała Sowa, Wielka Sowa, Grabina.

    Do szlaku już nie wracam ale schodzę dróżką na południe, miejscami taplając się w bagienku, by po chwili stanąć pod kolejnym wzniesieniem - Kozubcem lub też Włodarzem (Meierkoppe-668m.n.p.m.). Wierzchołek jest zalesiony ale przynajmniej znalazłem znacznik geodezyjny.

    Schodząc z góry nie próbuję już szukać dojścia do szlaku, chcę po prostu iść przyzwoitą droga bez żadnych przeszkód, temperatura swoje robi. Wyszedłszy z lasu wielkiego wyboru nie miałem, albo chaszcze, albo podmokły grunt, którego już doświadczyłem, lub też zwykła polna droga biegnąca pod górę otwartym terenem. Poddany bezlitosnej chłoście promieniami słonecznymi zmierzałem do Krajanowa przechodząc obok ambony myśliwskiej usytuowanej na stercie kamieni.

    O tak, tu chciałem odpocząć. Miłą niespodzianką było to, że tam na górze wiał przyjemny, rześki wiaterek. Niemiłe natomiast było to, iż w butelce zostało ostatnich kilka łyków z ponad dwóch litrów zapasu płynów. Ambona skromna, rzekłbym ciasnawa ale przyjemna, urządzona w stylu rustykalno-orientalnym czyli wiejska ławeczka i dywan na ścianie.

   Ambona okazała się też świetnym stanowiskiem obserwacyjnym na piękną okolicę. Widać z niej kamieniołom w Słupcu, Krępca i Górę św. Anny, Górę Wszystkich Świętych, a daleko na horyzoncie Śnieżnik.

    Wodząc wzrokiem na południe widzę "zdemontowanego" Gardzienia a hen daleko m.in. Velká Deštná, Malá Deštná i Orlica.

    Nie mogło oczywiście zabraknąć głównego przedstawiciela Gór Stołowych z jego charakterystycznym kształtem wspartego obecnością Ptaka i Narożnika.

    Nabrawszy nieco sił ruszyłem w dalszą drogę kierując się do Krajanowa, nad którym wznoszą się Wzgórza Włodzickie po drugiej stronie Mątwy.

    Z Krajanowa skierowałem się na Rybno (Kolonia Krajanów) w kierunku góry Młynarz.

    Właśnie przy drodze pomiędzy Młynarzem a Rybakiem stoi stara, poniemiecka kapliczka z wyrytym na piedestale napisem "Dokonało się" czyli jedno z siedmiu ostatnich zdań wypowiedzianych przez Jezusa podczas ukrzyżowania.

    Przez Rzędzinę docierałem do Włodowic, znad których widać już było Nową Rudę.

    I tak wyczerpany i spragniony znalazłem się we Włodowicach.

    Dalej wzdłuż Włodzicy dotarłem do rogatek Nowej Rudy gdzie czekała mnie oaza. Zwykłe piwo, na które rzuciłem się w pijalni, smakowało niczym najwykwintniejszy trunek przeznaczony dla smakoszy z wyrafinowanym gustem. Ale to ja byłem pragnieniem.