Kolejne pasemko do odkrycia i zdobycia we Wzgórzach Niemczańsko-Strzelińskich, na wschód od Niemczy: Wzgórza Dębowe. Przejście ich wzdłuż nie stanowi większego problemu, natomiast aby zrobić pętlę, trzeba się trochę nakombinować, bo jest wąsko.
Dopóki zieleń jeszcze się nie wydobyła a tym bardziej kwiecie nie oblało roślinności wokół, idealnym miejscem na start jest parking przed Arboretum w Wojsławicach. Gości na razie niewielu.
Alejki parkingowe jeszcze puste, podobnie jak drzewa przy nich, wokół trwają jeszcze jakieś prace, ale już wkrótce tłumy będą szturmować wielobarwny ogród i alejki zapełnią się samochodami.
To, co według mnie najciekawsze, zostawiam sobie na koniec, czyli góra, pod którą znajduje się arboretum. Najpierw szarżuję na północ czerwonym szlakiem, poznać anonimowe dla mnie wzniesienia. Teren jest częściowo otwarty, więc można zasięgnąć dalszych krajobrazów z miejsca, zwanego dawniej Hexenkiefer, co oznacza, że rosnąć tu musiała jakaś sosna czarownicy i jest to nawet naniesione na dawne mapy.
Im wyżej, tym lepiej widać okolicę, w tym pobliski ogród dendrologiczny pod górą Ostrosz, ogrodzony wysokim, betonowym płotem.
Na szczycie Ostrosza zdecydowanie wybijają się dwie pozycje; wysokie drzewo i wieża widokowa, ale niestety już wiem, że nieczynna, mimo to trafię tam na koniec.
Coraz ładniejsze widoki ze szlaku, w dolinie Ślęzy stary gród Niemcza, nad nią Wzgórza Gumińskie ze swoją najwyższą Łupkową a na horyzoncie Góry Sowie z Kalenicą i Wielką Sową.
"Skrzyżowanie nad Niemczą" łączy ze sobą dwa szlaki, które przez blisko dwa kilometry prowadzą przez grzbiecik. Czas zatem poznać wyższe partie Wzgórz Dębowych.
Ten grzbiecik to Starogórze, albo inaczej Starzec (daw. Alte Berg - 346 m n.p.m.). Trudno jest określić wierzchołek tak "na oko" więc przy pomocy GPS-u odszukałem miejsce z mapy i zrobiłem zdjęcie kawałka lasu, który niczym się nie wyróżnia. Drzewa jeszcze łyse i niełatwo je rozpoznać, ale sądząc z liści na ściółce, dęby są tu na pewno reprezentowane.
Tabliczka z nazwą jest nieco dalej i nie jest to nawet bliska okolica szczytu, ale jakiś punkt orientacyjny jest, plus stołówka dla gadziny.
Wielkich oczekiwań przed wycieczką nie miałem, spodziewałem się właśnie w większości takiego leśnego klimatu z liściastym drzewostanem, gdzie choinka jest raczej rzadkością, w końcu to Wzgórza Dębowe. Schodząc ze Starca przez moment widzę następne wzgórze na mojej trasie i wydaje się nawet, że trzeba będzie ostro na nie podchodzić.
Zanim jednak zacznę wejście na kolejny wierch, przełęcz pod Starcem i spotkanie z przemysłem drzewnym w akcji.
Trochę wyżej efekty pracy robotników leśnych. Poczułem się niekomfortowo, jakbym komuś wszedł na warsztat, ale w sumie oni też są intruzami wobec żyjącej w lesie fauny.
Kolejnym osiągnięciem jest góra, o której myślałem kilka chwil wcześniej, że będzie wyzwaniem. Jednak nie, łatwo poszło, to jednak nie sudeckie długie wierchy, ale krótkie wzgórza. Dębogóra (daw. Hinterer Eich Berg - 334 m n.p.m.) bardziej jest znana jako Tylna Góra Dębowa i taka właśnie nazwa widnieje na tafelce przy dróżce.
Udało mi się nawet znaleźć słupek geodezyjny w poszyciu i właściwie więcej zaskakujących zjawisk na tej górce nie zachodzi.
Dębina, czyli Przednia Góra Dębowa (daw. Vorderer Eich Berg - 311 m n.p.m.), to następne dębowe wzgórze, choć gdy się dobrze przyjrzeć, to tych pagórków jest tu więcej. W każdym razie zszedłem z dróżki, aby pokręcić się po tych wierzchołkach i odczucie jakie mi towarzyszy, to jakbym spacerował po parku.
To jest punkt zwrotny, dalej na północ nie zamierzam iść, ponieważ wzgórza opadają i wkrótce się kończą. Oczywiście powrót tą samą drogą nie wchodzi w rachubę, może tylko fragmentami, więc obieram nieoznakowane ścieżki trawersujące grzbiet po zachodniej stronie. Oprócz liści, pod stopami można dostrzec opadłe owoce, jak choćby pistacje dębowe.
Jednak istnieje tutaj jakieś turystyczne życie pozaszlakowe, gdyż przy jednej z dróżek, na drzewie, przymocowana jest kapliczka a pod nią swego rodzaju wizytówka.
Kącik widokowy, przytrafiający się szczęśliwie podczas marszu, to także składowisko drewna, gdzie ruch kołowy jest znaczny i głośny. Góry Sowie w oddali a bliżej Wzgórza Bielawskie, Gilowskie i Krzyżowe.
Nie da się spokojnie stać i robić zdjęcia, gdy za plecami manewruje potężna ciężarówka z kłodami drewna a jadąc podnosi kurz z suchej jak wiór drogi. Czym prędzej uciekam szukać lepszej atmosfery. W dalszej wędrówce spotykam, bodaj po raz trzeci, zadaszone miejsce z wyścielonym grubymi wiórami podłożem, więc uwieczniam to. Przypuszczam, że to do tarzania się dla niektórych zwierząt.
Ponownie melduję się na "Skrzyżowaniu nad Niemczą" i tym razem dostrzegam tu płasko leżący nagrobek, kogoś zmarłego w 1970 roku i o ile mi wiadomo, cmentarza tu raczej nie było, więc to chyba nie jest grób, a jeśli już, to symboliczny.
Spore połacie bezdrzewnego terenu z bezimiennym pagórkiem i widok na wschód, gdzie rysują się wierzchołki Wzgórz Dobrzenieckich i Lipowych. Mam zamiar tam trafić w niedalekiej przyszłości.
Wracam w okolice arboretum, ale jeszcze nie kończę wycieczki, bo pozostał gwóźdź programu, najwyższe wzniesienie Wzgórz Dębowych. Przełęcz pod Ostrą Górą jest początkiem ataku na szczyt.
Znajduje się tutaj coś, co można nazwać osiedlem o nazwie Borowe, gdyż jest częścią Niemczy, jednak na tym odludziu znajduje się tylko jedno gospodarstwo, w dodatku na sprzedaż, jak informuje baner na płocie. Nie wiem czy obecnie, ale dawniej budynek pełnił rolę leśniczówki.
Wchodząc na górę, nie idę szlakiem, lecz skracam sobie drogę, bo najpierw mam zamiar zdobyć Ostrą Górę (353 m n.p.m.), można rzec, że bliźniaczy wierzchołek Ostrosza. Tak jak się spodziewałem, niewiele dzieje się na szczycie, nie jest on oznaczony, no ale musiałem go sprawdzić. A w tle ten najwyższy z Dębowych.
I już jestem na Ostroszu (daw. Spitz Berg, Szpic, Szpicberg - 361 m n.p.m.), górującym nad okolicą, z którego - wydawać by się mogło - powinny być piękne widoki. Nie do końca.
Niby jest wieża, ale jakby jej nie było. Brak jakichkolwiek prac konserwacyjnych przez lata, spowodował, że obecnie konstrukcja nie nadaje się do użytku.
Spróbowałem wdrapać się, prawie na czworaka, po niepewnych stopniach i dotarłem na półpiętro z nadzieją na jakiś lepszy widok.
Widoczność jednak niespecjalna, bo za nisko w stosunku do drzew wokół a wejście na kolejną kondygnację wiązałoby się z niepotrzebnym ryzykiem, bo stopni na górę nie ma.
Pozostaje łapanie krajobrazów z dogodnych pozycji na gruncie, gdzie najmniej zasłaniają zarośla. Widać więc kawałek Niemczy a nad nią Wzgórza Gumińskie, z tyłu zaś Wzgórza Gilowskie ze Zgubą i Wzgórza Krzyżowe.
Dymiąca kopalnia Kośmin-Bazalt we Wzgórzach Gumińskich, to jeden z licznych kamieniołomów we Wzgórzach Niemczańsko-Strzelińskich. A daleko stoi ścianka Gór Sowich.
I to była ostatnia górka tej wycieczki, pozostaje zejście do bazy, trochę szlakiem, trochę innymi dróżkami i efektownym wąwozem.
Skrawek Niemczy, Wzgórza Krzyżowe z ich najwyższym Stołążkiem a nawet widoczny jest wierzchołek Szczytnej we Wzgórzach Kiełczyńskich.
I jeszcze wyłapany, bo wysoki, niemczański kościół parafialny Niepokalanego Poczęcia NMP, niegdyś protestancki, obecnie katolicki.
To tyle ze Wzgórz Dębowych, kolejnego etapu zapoznawania się ze Wzgórzami Niemczańsko-Strzelińskimi.