sobota, 21 maja 2016

SKALNY STÓŁ I BUDNIKI




    Karpacz ma wiele dogodnych miejsc z parkingami, skąd można wyruszyć w Karkonosze ale ja i tak zawsze trafiam na okolice ronda przy Orlenie i Rezydencji Biały Jar. Przechodzą tędy szlaki o wszystkich możliwych barwach i można sobie wybrać któryś. Tym razem wybrałem zielony, bo taki miałem plan i ulicą Gimnazjalną a później Leśną podążałem w kierunku Wilczej Poręby. Przy Ośrodku Wczasowo-Kolonijnym "Irena" opuściłem twardy asfalt.

   I właśnie minąwszy ośrodek, przed oczyma pojawił się On - Skalny Stół czyli jeden z celów tej wycieczki.

   Pędząc dalej po zielonym mijam Centrum Informacyjne Karkonoskiego Parku Narodowego mieszczącego się w budynku o typowej karkonoskiej architekturze. Kilkadziesiąt kroków wcześniej dołącza do zielonego szlak żółty.

   Kawałek dalej stoją ruiny jakiegoś budynku, prawdopodobnie był tu kiedyś dom wypoczynkowy. W tle Czarna Kopa.

    W dalszym biegu szlak zielony oraz żółty przecinają Łomniczkę wypełnioną mnóstwem rumoszu.

    W Wilczej Porębie żółty ucieka w dół do Karpacza a pod górę towarzyszy mi ciągle zielony, do którego później dołączyły dwa nowe: szlak górniczy oraz szlak do Budnik.

    Tuż obok Szerokiego Mostu jest kolejne rozdroże, gdzie przechodzi szlak czarny z Karpacza na Sowią Przełęcz.

 Ja trzymam się zielonego idącego dalej Tabaczaną Ścieżką. Chwilkę zatrzymuję się na spoczynek przy Szerokim Moście nad Płomnicą aby wzmocnić się nieco przed podejściem,

    Tabaczana Ścieżka trawersuje Skalny Stół oraz Czoło biegnąc do Przełęczy Okraj przez Budniki. Miejscami ze stoku widać Karpacz, a właściwie jego część z wielkim hotelem.

    Zdecydowanie lepszy widok na Karpacz jest trochę wyżej.

    Pogoda niestety nie potęguje przyjemnych wrażeń, gdyż jest pochmurno i w każdej chwili może coś z nieba kapnąć. Jest co prawda po drodze miejsce gdzie w razie czego można się schronić ale lepiej wędrować niż przeczekiwać tracąc czas.

    Jak na razie nie padało i kontynuowałem marsz Tabaczaną Ścieżką. Kilkaset metrów przed Budnikami droga wywija się w pałąk i przechodzi szerokim, drewnianym mostkiem nad potokiem Skałka.

    Budniki jednak zostawiam sobie na deser. Przy pierwszych pozostałościach zabudowań tej starej osady przeskakuję na szlak żółty i zaczynam mozolną wspinaczkę na Skalny Stół. Nachylenie stoku jest duże więc tempo marszu znacznie osłabło.

    Ponad kilometr stromego podejścia nieźle daje w kość. Początkowo leśną ścieżką potem kamienną, niezbyt wygodnie ale chociaż z widokami.

    Wreszcie po niecałej godzinie wdrapałem się umordowany na górę.

    Skalny Stół to najwyższy wierzchołek Kowarskiego Grzbietu (1282 m n.p.m.). W Czechach grzbiet ten nazwany jest Lesní hřeben lub Střechy.

   Czeska nazwa szczytu to natomiast Tabule.

   Widoki ze Skalnego Stołu są tylko na zachodnią stronę.

    Widać stąd ładnie karkonoskie szczyty: Czarna Kopa, Śnieżka, Luční hora, Kopa, Smogornia, Wielki Szyszak, Śląskie Kamienie.

    Ze Skalnego Stołu planowałem iść dalej niebieskim szlakiem w stronę Czoła. Niestety zanim wybrałem się w Karkonosze nie sprawdziłem wcześniej jednej istotnej rzeczy.

    Pozostało mi jedynie zmienić nieco trasę wycieczki i ruszyć w dół niebieskim lecz w przeciwną stronę od zamierzonej. Na horyzoncie Černá hora.

    Nad Sowią Przełęczą spotykam czerwony szlak - Drogę Przyjaźni Polsko-Czeskiej, z którą się zabieram na Przełęcz Okraj.

    Najpierw droga jest szutrowa ale potem, przy wiacie, zaczyna się asfalt, który jest zresztą częstym przypadkiem po czeskiej stronie Karkonoszy.

   Oprócz miejsca do odpoczynku znajduje się tutaj "cmentarzysko odpadków" czyli tabliczki z opisem czasu potrzebnego na biodegradację poszczególnych przedmiotów codziennego użytku.

    Dotarłem w końcu nad Pomezní Boudy przy wyciągu narciarskim na stoku Czoła. Dawna osada jest dziś częścią Malé Úpy.

    W dole Horní Malá Úpa, do której jednak nie schodzę lecz pędzę dalej czerwonym szlakiem.

    Dochodzę do granicy, gdzie czerwony ucieka na Przełęcz Okraj a w przeciwną stronę biegną: niebieski i zielony, z tym, że ten pierwszy, wspinający się na Kowarski Grzbiet,  jest jak wiadomo zamknięty więc wyboru nie mam.

    Znów znalazłem się na Tabaczanej Ścieżce. Nazwa pochodzi od tytoniu (niem. Tabak), który szmuglowano tędy w XIX wieku. Droga raczej jest mało efektowna, z rzadka pojawiają się widoki jak choćby ten na Wołową Górę.

    Ciekawiej zaczyna się robić, gdy dróżka dobiega do Budnik. Ta dawna górska osada żyje dziś tylko we wspomnieniach, które przywołują jej miłośnicy ze stowarzyszenia (www.budniki.pl).  Pierwszym obiektem, na który się trafia schodząc od strony "Okraju" to resztki Schroniska-Gospody rodziny Kretschmer.

    Nieco niżej znajdują się ruiny schroniska "Forstbaude", jednego z największych obiektów w osadzie (jak informuje tablica).

    Trudno dziś wyobrazić sobie te wszystkie budynki na tym terenie ale patrząc na stare fotografie widać, że okolica nie była tak zalesiona jak obecnie. Dużo tu było łąk i pastwisk.
 W dolinie płynącego tędy potoku Malina mieściło się kilka budynków, w tym szkoła, po której nie ma śladu.

   To właśnie nauczyciel tejże szkoły zauważył, że promienie słoneczne nie docierają do osady przez 113 dni w roku, w związku z czym wprowadził tradycję witania i żegnania słońca w Budnikach, co od niedawna jest tu  znowu kultywowane.
    Właśnie okolice szkoły, nad Maliną, wydają się być dziś centralnym punktem Budnik, głównie ze względu na postawioną tutaj wiatę.

   Wewnątrz niej, na ścianie widnieją stare zdjęcia osady Forstbauden.

    Dla tych, co mają więcej czasu, ktoś pozostawił lekturę.

   Wyżej wiaty, nad potokiem jest miejsce, gdzie stał dom rodziny Klapper.

    Niedaleko jest też wejście do dawnej sztolni uranowej.

    Z jamy wypływa strużka a wewnątrz niestety wody jest znacznie więcej toteż eksploracja przez nieprzygotowanego turystę jest niemożliwa.

    Nad Maliną znajdowała się też kiedyś elektrownia wodna.

   W górnym biegu potoku znajduje się Ponura Kaskada ale tam nie docieram, gdyż wzdłuż ruczaju ciężko się przedostać wyżej a drogą dookoła po prostu już mi się nie chciało. Mogłem to zrobić zanim jeszcze zacząłem się wspinać na Skalny Stół. Tak więc przekraczam Malinę (Forstlang Wasser) "świeżą" kładką na Tabaczanej Ścieżce.

    Dalej także są jeszcze miejsca, gdzie znajdowały się budynki takie jak schronisko młodzieżowe oraz domy rodzinne Liebig czy też Diamant.

   Tabaczaną Ścieżkę opuszczam na rozdrożu niedaleko za resztkami domu rodziny Diamant i zaczynam schodzenie wzdłuż potoku Skałka (Steinseiffen) przekraczając go czasem.

     W Karpaczu ląduję na Skalnym Osiedlu skąd długa prosta (ulica Skalna) prowadzi mnie w stronę centrum. Po drodze mijam różne obiekty, niektóre bardziej przykuwają moją uwagę niż inne, jak choćby głaz przy Dworze Liczyrzepy.

   Kończę wycieczkę jak również posta wiedząc, że nie wyczerpałem całkiem tematu, zwłaszcza Budnik, ale niech ta pobieżność będzie zachętą do odwiedzenia tego urokliwego miejsca, bo warto.

1 komentarz: