Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptak. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 czerwca 2021

RADKÓW - RATNO - GUZOWATA

 


     Tę wycieczkę rozpocząłem w Radkowie, który wita swoich gości freskiem, jednoznacznie kojarzącym to miasteczko z Górami Stołowymi.

    Pierwsze kroki skierowałem w stronę dawnej stacji kolejowej, ponieważ moim pomysłem na ten wypad było częściowe przejście po śladach dawnej linii kolejowej zwanej za Niemca Heuscheuergebirgsbahn. W Radkowie była stacja końcowa.

    Obecnie jest to budynek mieszkalny, ale o jego dawnym przeznaczeniu może świadczyć obecność zegara na fasadzie.

    Ruszam śladem starego torowiska, choć nie bez przeszkód, gdyż miejscami chaszcze utrudniają przemieszczanie. Po chwili pierwszy most na trasie - przeprawa nad Pośną.

    Linia przecina ulicę Leśną i wychodzi z miasta. Kolej Stołowogórska  prowadziła niegdyś ze Ścinawki Średniej do Radkowa, liczyła 9,5 kilometra i była niejako przedłużeniem Kolei Sowiogórskiej (Eulengebirgsbahn) z Dzierżoniowa przez Srebrną Górę do Ścinawki Średniej. Wybudowano ją w latach 1902-03 a zlikwidowano w 1999 roku.

    W Mapach Google droga ta nosi nazwę "starotorze" i raczej jest nieoficjalna. Po minięciu ostatnich budynków ukazuje się rozległa przestrzeń a na horyzoncie dominuje stołowa góra Mnich.

    Góry Stołowe towarzyszą po jednej stronie dawnego torowiska i te widoki z okien pociągu z pewnością uprzyjemniały podróż pasażerom. Widoczny jest m.in. Szczeliniec Wielki i Jastrząbek, na którym znajdują się Radkowskie Skały, niedaleko Stroczego Zakrętu.

    Linia przecina ulice Polną, prowadzącą do Wambierzyc Górnych. Z tyłu zostaje Radków z dwiema wyróżniającymi się wieżami; kościelną i ratuszową.

    I ciągle piękne, górskie widoki wokół, czasem wzbogacone kolorytem kwitnącego rzepaku w promieniach słońca.

    Po przeciwnej stronie widok na znikający Gardzień a w oddali majaczy Wielka Sowa.

    Ślady po torach są widoczne w miejscu, gdzie linia przecinała ulicę Nowy Świat, łączącą Radków z Wambierzycami. Po drugiej stronie dróżka wchodzi do zakrzaczonego, niewielkiego wąwozu i krótki odcinek muszę pokonywać polem, nad nim.

    Dróżka po torach wiedzie w stronę Ratna Dolnego, którego zabudowania są już widoczne. Na widnokręgu w oczy rzuca się jedyna poważniejsza górka a mianowicie Ścinawka. Niezalesiony pagórek przed nią to Ptak, na którego dążę.

   Trzy kilometry po pierwszym, jest kolejny mostek na trasie. Droga pod nim nie prowadzi w jakieś szczególne miejsce, lecz wywodzi w pole. Jakieś sto pięćdziesiąt metrów wcześniej był przystanek kolejowy Ratno Górne czyli Haltepunkt Oberrathen. Dziś to zarośnięty teren.

    Dalej tory biegły wzdłuż Ratna Dolnego, a jeśli Ratno Dolne to oczywiście zamek mający swe początki w XV wieku. Niestety obecnie ruina.

    Z ciekawych miejsc na szlaku kolejowym, to jeszcze dość wysoki wiadukt drogowy nad torowiskiem, łączący wieś z polami uprawnymi.

    Kawałek dalej jest już charakterystyczny wiadukt, przebiegający nad drogą do Wambierzyc oraz nad potokiem Cedron.

    Po drugiej stronie wiaduktu niespodzianka. Chcąc iść dalej dawnym torowiskiem, jest to niemożliwe. Ktoś sobie jego część zagospodarował i przyłączył do inwentarza. Ciekawostką jest fakt, że budynek, w którym mieszka właściciel, był niegdyś obiektem kolejowym przystanku Rathen-Albendorf czyli Ratno-Wambierzyce.

    Tu jednak zostawiam szlak kolejowy i ruszam w kierunku Ptaka via zamek. Ogarniam jeszcze wzrokiem siedmioprzęsłowy wiadukt kolejowy, który - w pełnej okazałości - najlepiej podziwiać z oddali i wysokości.

    Aleją lipową docieram na tyły zrujnowanego zamku. Szkoda, że jest w takim stanie, ale dziś trzeba by wyłożyć kupę kasy, żeby dobrze wyglądał i funkcjonował.

    Spod zamku już prosta droga na Ptaka, otwartego wzgórza, z którego wierchu liczę na miłe widoki. Nie jest ono może szczególnie wysokie (453 m), ale brak wybujałej roślinności jest jego wielką zaletą.

    Trafiłem tutaj, kiedy mniszki już przekwitły i pozostały tylko dmuchawce. Trochę szkoda, gdyż intensywna żółć "męskiej stałości" na pewno bardziej upiększałaby łąkę. Za to krajobraz jest przedni. Stołowe ze Szczelińcem Wielkim, widać też Suchý vrch i Božanovský Špičák.

    Trochę żółtego kwiecia jest w stronę Ratna i Wambierzyc, ale nie mam pojęcia co to za jedne, gdyż przechodząc obok, zignorowałem je.

    Teraz przede mną droga polna w kierunku Radkowa, z której do ogarnięcia wzrokiem jest olbrzymia i zarazem piękna przestrzeń, powodująca nieustanne obracanie głowy.

    Między innymi widoczna jest wieża "Suszynka" w Suszynie na "ziębowym wzgórzu".

    Ten efektowny odcinek mojej wędrówki, prowadzi starą dróżką, biegnącą ze Ścinawki Średniej przez wzgórze Ścinawka, aż do Ratna.

    Prawie równolegle do niej, biegnie dróżka, również stara, bo naniesiona na dawne niemieckie mapy, ze Ścinawki Górnej do Radkowa. Przeskakując na nią prostopadle, mam widok na noworudzkie górki Krępiec i Górę św. Anny.

    I Radków już coraz bliżej a w tle Szczeliniec Wielki oczywiście, najwyższe wzniesienie gminy Radków.

    Zanim jednak wtoczę się do miasteczka, mam po drodze trzy świątki. Tak sobie myślę, że skoro przy tej dróżce postawiono dawniej aż trzy, to trasa musiała być popularna. Najpierw jest  krucyfiks na cokole. Uwagę zwraca wizerunek Czternaściorga Świętych Wspomożycieli na ceramicznych płytkach. Niestety jednej brakuje, została uszkodzona jeszcze w latach 60-tych ubiegłego wieku.

    Dwieście metrów dalej - kapliczka. Na niej napis i jeśli dobrze rozczytałem, to w 1668 roku niejaki Hans Dintder kazał zbudować ją " na chwałę Bogu i Świętej Matki Boskiej".

    Kolejnych sto pięćdziesiąt metrów dalej, ponownie krucyfiks. Ten ewidentnie odświeżony, pochodzący z 1715 roku.

    Radków biorę krajem, kierując się na Guzowatą przez Skibin, będący częścią miasta. Podejście asfaltową drogą na Guzowatą, dostarcza ciekawych widoków. W oczy rzuca się rozkopany Gardzień a w tle Sowie m.in. z Popielakiem, Kalenicą i Grabiną.

    W kierunku południowo-wschodnim dominuje Mnich, u którego podnóża kręciłem się na początku tej wycieczki.

    W końcu platforma widokowa ok. 492 m n.p.m. Konstrukcja oddana do użytku we wrześniu 2019 roku służy z pewnością do komfortowego podziwiania kawałka Gór Stołowych.

    A tym kawałkiem są tutejsze wierchy, jak Biała Skała, Lopota, Suchý vrch, Božanovský Špičák, Koruna.

    Jest naturalnie Szczeliniec Wielki.

    A pod nosem Zalew Radkowski, miejsce rekreacji, głównie świątecznej i wakacyjnej. Powstało ono w latach 70-tych XX wieku.

    Po zejściu z Guzowatej, przemarsz nad zalewem utworzonym na Czerwonogórskim Potoku, który za granicą zwie się Studená a za Niemca był to Kaltwasser. Znad wody ładny widok na czeską stronę Stołowych, gdzie dominuje Koruna o charakterystycznym kształcie.

    W drodze powrotnej zahaczam jeszcze o Rynek z ratuszem. Radków jest najmniejszym miastem na ziemi kłodzkiej (pod względem liczby ludności).

    I na koniec Duch Gór, który wita, ale także żegna, przy rogatkach miasteczka.

    Przebyty dystans - ok.17 km.


    



    

  






sobota, 2 maja 2015

WZGÓRZA ŚCINAWSKIE





     Zanim zaplanowałem sobie przechadzkę po Wzgórzach Ścinawskich, myślałem, że są one nieciekawe, wręcz nudne. Swoje tak proste wyobrażenie o nich tkwiło gdzieś w mojej podświadomości być może dlatego, iż przechodziłem wielokroć ich fragmentami i nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Tym razem postanowiłem im się przyjrzeć bliżej, przemierzając pasmo wzdłuż, możliwie najciekawszą trasą, według mnie naturalnie.
    Rzeka Ścinawka wytycza północną i wschodnią granicę Wzgórz Ścinawskich i oczywistym punktem wyjścia był Tłumaczów. Spod barokowego kościoła św. św. Piotra i Pawła z 1661 roku, od razu zaczęło się pod górę.

    Asfaltowa droga łączy Tłumaczów z Radkowem a wiedzie nią szlak żółty. Świeżutka zieleń i wiosenne kwiecie uprzyjemniały wędrówkę, zwłaszcza, że na ten "wystrzał" z utęsknieniem czekałem całą zimę.

    Im wyżej, tym ładniejsze krajobrazy oko radowały.

    Niestety ten sielankowy obrazek zaburzył widok znajdujący się nieco wyżej. Kopalnia melafiru.

    Zostawiając szlak szedłem skrajem kamieniołomu wspinając się na górę Gardzień, ciągle jeszcze istniejący najwyższy wierzchołek Wzgórz Ścinawskich.

    Góra praktycznie jest dostępna tylko z jednej, południowej strony. Prawie trzy lata wcześniej byłem tutaj z wizytą i pamiętam, że oaza zieleni zajmowała większy obszar. Parafrazując ks. Jana Twardowskiego:  "Śpieszmy się kochać góry...".

    Od styku kopalni z zielenią po zachodniej stronie a szczytem jest jakieś sto kilkadziesiąt metrów wąską ścieżką, jeszcze wśród drzew.

    Sądząc po krajobrazie, na sam szczyt jednak buldożery docierają.

    I właśnie drogą wytyczoną przez spycharkę schodziłem wzdłuż hałd kruszywa aż do łąki, po której przeskoczyłem do dróżki prowadzącej na sąsiednią górę: Nową Kopę.

    Być może już wkrótce to Nowa Kopa będzie najwyższym wzniesieniem Wzgórz Ścinawskich ze swoim 549 m.n.p.m. (Gardzień 556 m.n.p.m.), tak więc warto ją było zdobyć. Wzgórze jest zalesione więc panoram nie należy się spodziewać. Dróżka łagodnie przeprowadza przez wierch.

    Nie jest łatwo ot tak stwierdzić gdzie znajduje się kulminacja ale trochę powęszyłem i znalazłem w poszyciu, kilkadziesiąt kroków od drogi,  stary granicznik, który być może umiejscowiony jest na szczycie.

    Kawałek dalej znajduje się wał usypany z kamieni.

    Kolejne metry mojej wędrówki wiodły stromym, południowym stokiem wzgórza aż znalazłem się na śródleśnej łące, za którą płynie potok.

    Myślałem sobie; potok jak potok, nie jest szeroki, łatwo się przeprawię. Faktycznie, szeroki nie jest ale wysoki i owszem. Niewielki i wcale niezbyt wartki ciek wodny płynie sobie głębokim wąwozem, którego nijak nie idzie przeskoczyć. W polskich mapach jest bezimienny i wpada nieopodal do Piekła, natomiast w niemieckich mapach widnieje jako Höllengraben czyli innymi słowy - piekielny rów.

    Po znalezieniu dogodnego miejsca do przeprawy przeskoczyłem strużkę i po stromym brzegu wygramoliłem się na dróżkę przystrojoną kwiatuszkami.

    Byłem na północnym stoku Kamionki a moim życzeniem było znaleźć się po jej przeciwległej stronie, w miarę sprawnie. Droga tam wiodła mnie przez polanę bogatą w dziewięćsił, który rósł obficie sobie tutaj, jednak jeszcze nie kwitł.

   Po przejściu przez wierzchołek Kamionki schodzę do doliny Piekła czyli potoku, którego niemiecka nazwa brzmiała Schlagwasser, co oznacza deszczówkę. Trzymając się polskiej nomenklatury, można stwierdzić, iż droga prowadzi przez Piekło.

    Woda malowniczo meandruje przez las, co można lepiej zaobserwować podchodząc trochę wyżej.

    Wyszedłem w końcu z lasu na otwarte przestrzenie i, jak się później okazało, cienistego chłodu drzew już nie zaznałem do końca tej wędrówki. Następnym wzgórzem na mojej drodze był Ptak, łagodny, odkryty wierzchołek obsiany zbożem, z którego pięknie widać okolicę.

    Na zachodzie Szczeliniec Wielki i Radków w dole.

    Na południu Wambierzyce z bazyliką.

    Nieco bliżej Ratno Dolne z ruiną średniowiecznego zamku.

   Ze wzgórza kieruję się w stronę zamku, o którym pierwsze wzmianki pochodzą z XIV wieku jednak za datę jego narodzin uważa się rok 1505, gdy w zasadzie został zbudowany od nowa. Obecnie obiekt jest w opłakanym stanie.

    Na tyłach zamku znajdują się różne budynki: mieszkalne i gospodarcze, większość jest opuszczona ale zamieszkane też są.

     Można tu odnaleźć historyczne pamiątki - popegeerowskie.

     Zamek jednak wygląda o wiele gorzej niż okoliczne budynki.

    Do głównej drogi z zamku prowadzi aleja lipowa.

    Nad drogą do Wambierzyc znajduje się wiadukt kolejowy z początku XX wieku, którym przebiegała linia kolejowa ze Ścinawki Średniej do Radkowa tzw. Heuscheuergebirgsbahn.

    Linia została zlikwidowana w 1987 roku a rozebrana w 1999. Szkoda.

    Dalej ruszyłem trasą, którą przebiegał kiedyś Główny Szlak Sudecki na odcinku z Wambierzyc do Ścinawki Średniej. Jakiś czas temu tę część szlaku przeprowadzono trochę inaczej (PTTK Strzelin). I uważam, że teraz jest lepiej. Tak czy owak do obecnego szlaku dotarłem polami rzepaku po śladach traktora i znalazłem się na Rozdrożu (439 m.n.p.m) - niewielkim wzgórzu nad Wambierzycami.

    Okoliczne pejzaże bardzo przypadły mi do gustu.

    Z Rozdroża szlak schodzi do Wambierzyc, ale ja idę w innym kierunku. Moim następnym celem jest wieża widokowa w Suszynie, której wierzchołek widzę już z Rozdroża, lekko schowany za Ptaszycą.

    Polami docieram do asfaltowej drogi pomiędzy Wambierzycami a Raszkowem. Z niej także sceneria jest urocza. W oddali widać wieżę (już) wspinaczkową w Słupcu.

    Przez Raszków docieram do Suszyny, a dokładniej do jej przysiółka Mrówieniec, którego niemiecka nazwa brzmi Finkenhübel (wzgórze ziębowe), tak samo jak wzniesienie, na którym stoi wieża widokowa.

    I wreszcie wieża "Suszynka", dostępna dla turystów od końca 2014 roku.

    Solidna, murowana wieża z pięknymi widokami z jej wierzchołka. Za darmo.

    Panoramy są zadowalające i obejmują cały widnokrąg wokół wieży.

    Przemknąłem przez Suszynę i kierowałem się na południe idąc polną drogą otoczony piękną przestrzenią.

    Przechodząc obok Czeskiego Wzgórza postanowiłem zajrzeć nań z ciekawości. Podchodząc mijam tron króla wzgórza.

   Samym wierzchołkiem wzgórza biegnie rów, który jest zarośnięty, a w nim trochę różnych śmieci.

    Z drugiej strony wzgórza widok m.in. na Bożków.

   Im dalej na południe tym Wzgórza Ścinawskie łagodnieją, stają się coraz niższe ale mimo tego pięknie wzbogacają krajobraz.

   Polnymi dróżkami dochodzę do Ruszowic, gdzie w oczy najbardziej rzuciły mi się pokolorowane przydrożne krzyże.

    W kolejnej wiosce - Piszkowicach efektu przydaje odnowiona elewacja kościoła św. Jana Chrzciciela.

   Jednak bardziej znanym obiektem w Piszkowicach jest niszczejący XVII-wieczny pałac, znajdujący się w parku.
 
    I tak powoli dobiegała końca moja dość długa wycieczka po Wzgórzach Ścinawskich w Dzień Flagi RP.

    Wzgórza te opuszczałem przekraczając rzekę Ścinawkę po moście w Piszkowicach.

   W sąsiednich Bierkowicach jest przystanek kolejowy więc tam kończę przechadzkę.

    Mile rozczarowały mnie Wzgórza Ścinawskie, to była bogata wycieczka. Myślę, że znacznie więcej jest tu interesujących miejsc ale niestety nie sposób wszędzie zajrzeć w ciągu jednodniowej wyprawy.