Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radosna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2015

RUPRECHTICKÝ ŠPIČÁK WIOSENNIE




 

    Stało się już moją tradycją, iż co roku w okolicach rozpoczęcia kalendarzowej wiosny wyruszam na jej powitanie lub poszukiwanie na Szpiczaka. W tym roku dzień wagarowicza wypadł w sobotę, a że także pogoda dopisała więc wszystko idealnie się ułożyło.
     Wystartowałem z Łomnicy najpopularniejszą trasą na Szpiczaka, wiodącą ulicą Ustronie przez Radosną. Zima jeszcze nie dawała za wygraną.

    Trasa idzie obok starego cmentarza z 1775 roku, skąd widać już wierzchołek Szpiczaka.

    Od mojej ostatniej tu wizyty minął rok i widzę, że zmianie uległo ogrodzenie. Na lepsze.

    Na niektórych odcinkach drogi ubity śnieg poddany działaniom słonecznym tworzył ślizgawki, co na swój sposób uatrakcyjniało wędrówkę, choć jej nie ułatwiało. Wreszcie po mozolnym podejściu dotarłem do granicy państwa, do Rozdroża pod Radosną (wg "Sygnatury"), chociaż bardziej pasowałoby "nad Radosną".

    Wraz z czeskim niebieskim szlakiem oraz zielonym granicznym udaję się w kierunku Szpiczaka dochodząc do rozcestníka "Pod Ruprechtickým Špičákem", gdzie znajduje się dawne turystyczne przejście graniczne.

    Z tego miejsca zaczyna się konkretne podejście na Szpiczaka, a że stok jest północny to śniegu na nim nie brakuje. Oryginalnie skomponowana ławeczka na rozdrożu jest ostatnim miejscem na nabranie sił przed atakiem na Szpiczaka po stromiźnie.

    Ja jednak wybieram dłuższą drogę prowadzącą czeską stroną: raz, że północny stok wydaje się śliski; dwa- od tamtej strony jeszcze nie wchodziłem. I tak przekroczywszy granicę państwa obchodziłem górę szlakiem rowerowym czy też narciarskim z walorami widokowymi.

   Po sąsiedzku góra Světlina, którą miałem okazję już kiedyś odwiedzić.

    Wkrótce znalazłem się po południowej stronie góry, gdzie przyłączyłem się do szlaku żółtego, najłagodniej ze wszystkich wiodącego na szczyt.

    Piękny, słoneczny dzień, toteż nie tylko ja wybrałem się na Szpiczaka. Schodzący z góry polscy turyści pozdrawiali mnie w języku naszych południowych sąsiadów. Czyżbym wyglądał "po czesku"?  Na szczycie najpierw odwiedziłem punkt wysokościowy, znajdujący się kilkadziesiąt kroków na północ od wieży.

    A potem na górę.

    Panorama 360°, to, co tygrysy lubią najbardziej. Na północy: Włostowa, Kostrzyna, Suchawa, Waligóra.

   Wodząc wzrokiem w kierunku wschodnim: Klin, Turzyna, Jeleniec, Gomólnik Mały a najbliżej Granicznik.

   Dolina bezimiennego potoku wpadającego do Złotej Wody: po lewej Jeleniec i Gomólnik Mały, na horyzoncie Góry Sowie z Włodarzem, pod nim Głuszyca a po prawej stronie doliny Kościelec i Široký vrch.

    Široký vrch, za nim ledwo widoczny Płoniec, na lewo Kościelec, na prawo za nim Raróg, w oddali widoczna Włodzicka Góra a najdalej Wielka Sowa.

    Ruprechtice.

   Ze Szpiczaka szlakiem niebieskim, a także zielonym granicznym zmierzałem na Široký vrch, graniczną górę, która polskiej nazwy nie ma. Ze stoku widok na Ruprechtický Špičák.

    Wierzchołek góry, jak sugeruje nazwa, jest dość rozległy, z ładnymi widokami.

   Zejście z góry łagodne nie było i do tego miejscami śliskie ale dałem radę.

    A za chwilę kolejna górka: Płoniec lub też Javorový vrch.

    Jednak jej najwyższy punkt znajduje się już po czeskiej stronie, tworzy go krąg wyschniętych pniaków. Stumphenge.

   W dół nie schodziłem zielonym lecz niebieskim szlakiem, o wiele bezpieczniejszym ze względu na pochylenie i grunt. Dotarłem tak do rozcestníka.

    Stamtąd już nieoznaczoną dróżką w dół do szlaku rowerowego i wraz z nim w stronę Łomnicy aż do górnego krańca wyciągu orczykowego a potem wzdłuż niego do Łomnickiej Chaty.

 

niedziela, 2 marca 2014

SVĚTLINA, GRANICZNIK, DZIKIE TURNIE




    Ciąg dalszy wędrówki przez Javoří hory i Góry Suche czyli to samo pasmo o dwóch różnych nazwach. Moim celem były miejsca nieznane przeciętnemu turyście, nie znajdujące się na trasie szlaków, jednakże interesujące.
     Start nastąpił w Łomnicy (koło Głuszycy) i trasa początkowo wiodła drogą przez przysiółek Radosno. Właściwie jest to najpopularniejsza droga na Ruprechtického špičáka, którego charakterystyczną metalową wieżę widać już z daleka.

    Po drodze znajduje się stary, trochę zarośnięty niemiecki cmentarz leśny z 1775 roku. Zachowało się niewiele nagrobków.

     Pamiętam (i mam to także udokumentowane), że jeszcze w 2010 roku na jednym z grobów stał metalowy krzyż, dziś już go nie ma. Czyżby złomiarze tu dotarli?

     Idąc dalej drogą docieram do granicy państwa na ( i tu powołam się na mapę "Sygnatury") Rozdrożu pod Radosną. Biegną tędy szlaki: niebieski i zielony.

    W lewo można dojść na Szpiczaka ale ja zamierzam iść w prawo czepiając się niebieskiego. Na Przełęczy pod Szpiczakiem przekraczam granicę i stromo w dół dochodzę do szerokiej drogi wypełnionej skrzętnie opadłymi jesienią liśćmi, którą bardzo przyjemnie się wędruje.

    Na zdjęciach lotniczych czy satelitarnych wszystko wygląda inaczej, przede wszystkim płasko. Na gruncie jednak zbocza robią wrażenie o czym przekonałem się będąc poniżej szczytu Světliny (796 m.n.p.m.).

     Oczekiwałem, że będzie chociaż jakaś dróżka pod górę ale się przeliczyłem. Zostawiłem więc szlak niebieski i ruszyłem na szagę aż znalazłem ścieżkę wydeptaną przez zwierzynę, którą piąłem się coraz wyżej.

     Jakąś dróżkę w końcu jednak znalazłem i ta prowadziła mnie już na wierzchołek.

     A na nim bezdrzewnie, co było główną przyczyną tego, że akurat tę górę sobie upatrzyłem w internetowych mapach. Liczyłem na widoki i się nie zawiodłem. Z jednej strony widoczny jest Ruprechtický špičák.

     Po przeciwległej stronie Světliny po niebie szybują paralotniarze.

    Na szczycie tkwi uschły kikut drzewa trafionego pewnie kiedyś gromem.

    Generalnie rzecz ujmując to wierzchołek Světliny jest ciekawym miejscem do odwiedzenia bo z widokami.

    Z góry schodziłem ścieżynką w kierunku północnym by po chwili wejść na leśną drogę, którą dotarłem do granicy.

    Granicznym grzbietem wiedzie szlak zielony i nim dalszą wędrówkę kontynuowałem, a że znajdowałem się blisko szczytu Kopicy (803 m.n.p.m.) to odbiłem trochę na zachód i zajrzałem tam na chwilę.

    Z Kopicy ruszyłem na wschód "zielonym granicznym" po drodze trafiając na polanę, z której częściowo widać sąsiednie szczyty: Waligóra i Suchawa za drzewami.

     Goły Czarnek też lekko przesłonięty, za nim Kostrzyna a przed nim Jola.

     Idąc dalej zielonym szlakiem wzdłuż granicy ponownie trafiłem na Przełęcz pod Szpiczakiem, gdzie można zauważyć było niewielki ruch. Pierwszy raz tego dnia spotkałem ludzi na szlaku.

    Z przełęczy pognałem szlakiem rowerowym ale tylko przez chwilę bo wkrótce w lewo odbija dróżka będąca podejściem pod Granicznika (801 m.n.p.m.).

    Przyznaję, że już nie pierwszy raz jestem na Graniczniku, bywałem tu zimą i latem, ale zawsze z przyjemnością nań zaglądam. Odsłonięty szczyt z miłymi widokami dokoła sprawia, iż dobrze czuję się w tym miejscu. Tuż obok znajduje się Ruprechtický špičák.

    Nieco bardziej na wschód - Široký vrch.

    Z drugiej strony natomiast panuje władca Gór Kamiennych - Waligóra.

    Dróżka przechodząca przez wierzchołek prowadzi dalej i łagodnie podchodzi na Dzikie Turnie czyli grzbiet górski o kilku wierzchołkach.

    Kto wymyślił taką abstrakcyjną nazwę, pasującą jak dres na wręczaniu Nobla, tego nie wiem. O ile jeszcze do dzikości można się nagiąć o tyle turnie to już hiperbola. Niemiecka nazwa tego miejsca brzmi  "Die Pläne". Pierwszy z wierzchołków na jaki trafiam mierzy 800 m.n.p.m. ale jest w lesie i niczym szczególnym się nie wyróżnia.

    Kolejny garb jest o wiele bardziej interesujący ze względu na walory widokowe a wychodzi się na niego z lasu.

    Prawie 790 m.n.p.m. znajduje się ta "turnia" i sporo z niej widać. Ze szczytu do wglądu są: Gomólnik Mały, Jedlińska Kopa, Włodarz, Ostoja.

    Schodząc łagodnie dróżką po stoku z przyjemnością obserwuję jak widnokrąg się rozszerza. Po lewej mam Gomólnika, Turzynę i Jeleńca.

     Po prawej Ostoja, Słodna, Kościelec.

    Piękna pogoda potęguje przyjemne wrażenia więc tym większy jest mój zachwyt nad urokiem tutejszych przestworzy ale w końcu niknę w lesie zostawiając za sobą to niewątpliwie atrakcyjne miejsce.

     Kolejną "turnię" (726 m.n.p.m.) przechodzę bez emocji gdyż tak jak pierwsza jest miałka. Bo w lesie i nic ciekawego tu dla mnie nie ma.

    Na ostatnim z wzniesień Dzikich Turni (726 m.n.p.m.) jest ambona myśliwska.

     Niestety widok z niej nie jest imponujący ponieważ drzewa dokoła wydajnie maskują okoliczne krajobrazy.

     Zejść z grzbietu można na dwa sposoby; leśną drogą prowadzącą do Radosnej w przeciwnym kierunku lub na żywioł z góry przed siebie. Druga koncepcja była dla mnie ciekawsza więc ruszyłem po stromiźnie w dół aż zatrzymałem się na drodze, która wywiodła mnie na łąkę na wprost góry Kościelec.

    Po chwili znów zanurzyłem się w gęstwinie podchodząc na kolejną górkę. Ścieżka nie była przyjazna.

    Na szczęście chaszcze były na krótkim odcinku i dalsze podejście stawało się znośne. Po drodze minąłem kamieniste wzniesienie.

    Wreszcie dotarłem na wierzchołek góry, która nazwy polskiej nie ma, mierzy 667 m.n.p.m. i z niemiecka zwie się Riegel.

   Z góry są nawet niezłe widoki na północ i zachód a widać od Waligóry po Jeleńca. W kadrze złapałem Gomólnika, Turzynę, Warzęchę i Jeleńca.

    Riegel był ostatnim wzniesieniem, na które wszedłem. Dalej już grzbietem maszerowałem do Łomnicy schodząc do drogi porębą i widząc jeszcze szczyty Ostoi i Raroga.

    W Łomnicy kończę wycieczkę trwającą cztery i pół godziny.