sobota, 27 sierpnia 2016

PIEKIELNA GÓRA




   Nie tak dawno był Anielski Wierch, było też Piekło, to czas na coś pomiędzy. Nie, nie czyściec. Dalej będzie undergroundowo tylko nieco wyżej; Piekielna Góra. Jest to wzniesienie jak również nazwa osiedla przynależącego do Szczytnej, znajdującego się nieopodal tej góry, mniej więcej w połowie drogi między Szczytną a Polanicą-Zdrojem. I ten obszar między tymi miastami mnie zainteresował i zwabił.
   O parking w Polanicy nie jest łatwo a tym bardziej darmowy. Jak zwykle w takim przypadku z pomocą przychodzą supermarkety a konkretnie Intermarche.  Nie żebym parkował "na krzywy ryj", w końcu cały prowiant, która brałem w góry zakupiłem właśnie tutaj, więc trochę złotówek zostawiłem.

    Najpierw chciałem się dostać do Parku Zdrojowego, tedy ruszyłem uliczkami w odpowiednią stronę. Znam Polanicę bardzo dobrze, bez przesady mogę stwierdzić, iż byłem tu setki razy, zatem topografia miasta nie jest dla mnie problemem. Z racji, iż Polanica nie posiada Rynku, Park Zdrojowy pełni funkcję placu centralnego. Przed parkiem, na ławeczce siedzi zadumany mężczyzna z szachownicą. To Akiba Rubinstein.

    Dużo ludzi w parku. Nie moje klimaty. Przechodzę obok pijalni i podchodzę coraz wyżej deptakiem.

    Następnie mijam Kolorową Fontannę, podświetlaną po zmierzchu i tańczącą w rytm muzyki. Widowiska odbywają się między majem a październikiem.

    Pięknie wyglądają tutejsze klomby ożywiające zieleń.

    Ciut wyżej jest Fontanna Kula czyli sporych rozmiarów kamienna kula unoszona na poduszce wodnej. Można ją ręką obracać w różne strony, co czyni niemal każdy tu pojawiający się osobnik, aż ciasno przy niej. To cud, że uchwyciłem moment bez człowieka w kadrze.

    Następnie szedłem wzdłuż Parku Szachowego, gdzie figury są znacznych rozmiarów.

    I kolejna fontanna. Dobra na upalne dni.

    Dotarłszy do ulicy Krynicznej z zielonym szlakiem, szedłem aż na jej koniec. Tu mieszczą się: pensjonat, platforma widokowa i letni tor saneczkowy, wszystko o nazwie "Góralka". Z platformy widok na Polanicę i Góry Bystrzyckie z Wójtowską Równią i Kamienną Górą.

    Wchodzę do lasu i uczepiam się szlaku serduszkowego. To lokalny, polanicki szlak oznaczony sercem, które miasto ma w herbie.

    Serduszko doprowadza do platformy widokowej na Garncarzu. Znajduje się ona na krawędzi stoliwa, kilkadziesiąt metrów nad Piekielną Doliną, którą płynie Bystrzyca Dusznicka.

    Widoki z platformy oszałamiające nie są, gdyż drzewa częściowo zasłaniają krajobraz. Można popatrzeć na Polanicę a na horyzoncie Jawornik Wielki i Borówkowa.

    Zostawiłem widoczki i ruszyłem w dalsza drogę wiedziony "serduszkiem", napawając się ciszą, spokojem i ogólnie pięknymi okolicznościami przyrody oraz będąc zupełnie nieświadomym walki jaka odbywa się w świecie makro. Zupełnie jak w piosence Jana Kaczmarka, choć środowisko trochę inne: "Wypływasz łódeczką, zanurzasz się w trzcinie, co brzegi znienacka porasta... dwa metry po tobą w bagiennej gęstwinie, sadyzmy! bandytyzm! bestialstwa!"

    Trasa prowadzi coraz wyżej Złotym Widokiem. Jest to wschodnia krawędź stoliwa, z którego podczas spaceru powinien byś piękny widok na Polanicę. Pewnie był, gdy jeszcze nazywał się Schöne Aussicht ale dziś drzewa skutecznie maskują atrybuty tego miejsca.
 Dróżka doprowadza do wierzchołka, który na mapie jest oznaczony jako jeden z dwóch Piekielnej Góry.

    W starych niemieckich mapach to dopiero jest rozrzut. Ta z 1911 roku podaje dla obydwu wierzchołków nazwę Töpfer Berg czyli Garncarz. W 1928 ten niższy (na którym stoję) to Adlerkoppe (Orla Kopa) a Piekielna Góra to Hochstein (Wysoki Kamień). W 1940 oznaczony jest tylko ten niższy jako Adlerkoppe. W każdym razie na szczycie jest trochę kamieni.

    Na drugim z wierzchołków, tym głównym, także skałki. Na jednej wyryte są litery HP ale raczej nie chodzi tu o Hewlett Packard.

    Przy dróżce zauważam jeszcze stary słupek graniczny.

    Trzysta metrów dalej jest już Piekielna Przełęcz z miejscem do odpoczynku.

    Dociera tu także asfalt ale w końcu to  Piekielna Góra, osiedle, gdzie mieszkają ludzie. To także węzeł szlaków.

   Zostawiam serduszkowy, który z zielonym ucieka na północ i żółtym podchodzę drogą bitumiczną na zachód. Przy drodze znajduje się restauracja "Piekiełko", do której, jak widzę, wstępują spacerowicze.

    Nie będąc spragnionym (zapas mam w plecaku), mijam lokal, za którym wkrótce kończy się asfalt i zaczyna las. Następuje cienisty etap wędrówki pomiędzy kilkoma wzniesieniami, nie uświetniony żadnymi widoczkami, historią, ani ciekawostkami, no może skałki przy ścieżce urozmaicają trochę ten epizod.

    Niedaleko przed zamkiem jest krzyżówka ścieżek i jedna prowadzi w prawo do krzyża, druga pod górę w lewo na Kalwarię. Najpierw krzyż.

    Ciekawa jest historia powstania tego Krzyża Misyjnego, który pierwotnie miał być krzyżem cmentarnym górującym nad miejscem spoczynku parafian pobliskiej wsi Walddorf (dziś Borek - część Szczytnej). Krucyfiks wykuty w piaskowcu stanął na skałach lecz później okazało się, iż miejsce nie nadaje się na cmentarz, gdyż kopanie grobów w twardej skale nie jest dobrym pomysłem. Krzyż został, cmentarza nie było tak wiec krucyfiks stał się miejscem pożegnania księży misjonarzy z pobliskiego seminarium (mieszczącego się w zamku) przed udawaniem się na misje.

    Po powrocie do szlaku ruszyłem na Kalwarię Górską. Stacje drogi krzyżowej są wykutymi w piaskowcu płaskorzeźbami.

    Nie jest to zbyt znane i popularne miejsce a jednak piękne i godne uwagi. Wśród skał, leśną ścieżką spaceruje się nader przyjemnie.

    Budowę Kalwarii rozpoczęto w 1940 roku ale ukończenie i poświęcenie nastąpiło dopiero w 1959. Być może przyczyną tak długiej budowy był brak tablicy z XII stacją, którą odnaleziono właśnie w 1959 roku.

    Kilka ostatnich stacji jest dość blisko siebie, jednak brakuje mi czegoś po czternastej. Czegoś, co by zwieńczyło drogę krzyżową, jakaś kapliczka choćby.

   Nie wracałem tą samą drogą, jak czynili to niektórzy, ale znalazłem ścieżkę doprowadzającą mnie z powrotem do szlaku a ten do drogi asfaltowej wiodącej do zamku. Najprędzej jednak dotarłem na Diabelską Skałę, na której znajduje się taras widokowy.

   Z tarasu widoki są na zachód. Ładne widoki. Góry Bystrzyckie: Wolarz, Rudnik, Sępia Góra, Błażkowa, Kuźnicka Góra a za tą ostatnią wystaje Orlica.

     Wzgórza Lewińskie: Nawojowa, Kukułka, Gomoła, Grzywacz, Grodziec.

    Góry Stołowe: Kopa Śmierci, Skalniak, Góra św. Anny. A pod nosem wszędzie oczywiście Szczytna w Obniżeniu Dusznickim.

   Pod stopami urwisko i skały ale zawsze znajdzie się jakiś "śmiałek", który zapragnie pobrykać topless i w sandałkach po nich. To żaden "climber" bo nie widać było ani sprzętu, ani rozumu.

    Być może przyczyną brawury tego himalaisty był wcześniej spożyty napój, po którym zostały opakowania. 

    Z tarasu udaje się w stronę zamku Leśna (Leśna Skała - Waldstein) położonego jakieś pięćset metrów od wierzchołka góry Szczytnik. Neogotycki zamek został wzniesiony w pierwszej połowie XIX wieku przez Karola Leopolda von Hochberga. Naśladuje on średniowieczny zamek stąd mur obronny z blankami.

    Zamek i jego otoczenie wyglądają wspaniale, niestety jest niedostępny, mieści się tu dom pomocy społecznej dla niepełnosprawnych.

    Jedyne miejsce, które można zwiedzać to kaplica MB Królowej Pokoju. Dojście do niej jest przez most zwodzony i bramę.

    Następnie zachodnią flanką zamku na tyły.

    Tuż za kaplicą droga się kończy.

    Wprawdzie jest brama na dziedziniec ale zamknięta, za nią siedzą na ławkach pensjonariusze. Nad bramą widnieje herb Hochbergów.

   Zajrzałem także, co oczywiste,  do kaplicy.

    Z zamku ruszyłem na południe mijając Dom Zakonny Księży Misjonarzy św. Rodziny. Prowadzi tędy droga leśna, przy której znajdują się co kawałek skały. Wszystkie one, łącznie z widokową, są określane wspólnym mianem Orlich Skał. Na początku trasy stoi duża forma, która na mapie jest oznaczona jako Wielbłąd.

    Jednak nie poszedłem dalej tą drogą ale odbiłem w lewo pod górę ścieżką, która jest naniesiona na mapy. Po wejściu na wierzchowinę oczom ukazuje się ceglany budynek. To jakiś obiekt związany z wodociągami.

    Piekielna Góra, Zamek Leśna - w tych miejscach już bywałem natomiast ścieżkę, którą szedłem pierwszy raz, wypatrzyłem przed wyprawą w mapie i się trochę napaliłem. Wyobrażałem sobie ją mniej więcej tak, jak tę z Narożnika do Sowich Skał;  krawędzią stoliwa, ze skałkami i z widokami. Jak się na miejscu przekonałem, pewne analogie są.

   Przy ścieżce co pewien dystans formy skalne ukazują swe piękno. Teren jest w miarę równy, więc tym większa jest przyjemność przemieszczania się tą trasą.

    Na pewno nie chodzą tędy tabuny turystów ale pisarze-malarze i owszem, wyrażając swój wewnętrzny niepokój bohomazami na skałach.

    Niestety wysokość wierzchowiny nie pozwala na dalekie obserwacje. To jest jakieś 580 m n.p.m. i widać jedynie sąsiednie Góry Bystrzyckie: Wolarz, Rudnik, Sępia i najbliżej Złota.

    Wśród drzew schowana jest pewna rzeźba skalna i właściwie to ona bardziej przypomina wielbłąda niż ta zaznaczona w mapie, wcześniej przeze mnie widziana.

    Przy końcu wierchu znajduje się polana, od której w bok odchodzi ścieżka na punkt widokowy.

    Za taras jak zwykle robią skały. Podoba mi się tutaj.

    I stąd tradycyjny już widok na Góry Bystrzyckie: Wolarz, Rudna i Złota a pod tą ostatnią Leśnictwo Szkółkarskie w Szczytnej.

    Kamienna Góra, Wójtowska Równia, Rówienka.

    Niedaleko za skałami dróżka na mapach się kończy. Ale nie w terenie. Tutaj ścieżka ma ciąg dalszy schodząc stromo do leśnej drogi,  z której przeskakuję do jeszcze niżej położonej zmieniając kierunek, nie chcąc już schodzić do Piekielnej Doliny. Początkowo na północ, potem na wschód.  Po drodze, zaintrygowany szumem wody, dostrzegam studzienkę, trochę zaniedbaną. Przypuszczam, że w Czechach byłaby zabudowana daszkiem, nazwana i naniesiona na mapy.

    Powoli wracałem do Polanicy chroniony przed słońcem cieniem lasu. Żadnych skałek już nie było przy drodze, chociaż zdarzył się jeden kamyczek w nieoczekiwanym miejscu.

    Dróżka doprowadziła mnie do żółtego szlaku tuż nad zabudowaniami Piekielnej Góry i znów obok "Piekiełka" doszedłem do Piekielnej Przełęczy. Stąd kontynuowałem marsz po żółtym.

    Ten odcinek trasy był już bardziej zaludniony i co chwilę mijałem się ze spacerowiczami. Trudno się dziwić, pogoda wyśmienita, niebo nie zasnute żadną chmurką, jego błękit w połączeniu z zielenią lasu wspaniale nastraja.

    Zbliżając się do Polanicy do żółtego szlaku dołącza niebieski, na rozdrożu Złoty Widok.

    Po chwili las się kończy a zaczyna asfalt i cywilizacja, znaczy to, że wędrówka ma się ku finałowi.

     Jeszcze przemarsz polanickimi ulicami, m.in. obok Pomnika Przyrody Ożywionej, którym jest "skupina" różaneczników (rododendronów). Niestety w tym roku okres kwitnienia mają już za sobą.

    Mijam także pomnik doktora Józefa Matuszewskiego, zasłużonego dla Polanicy obywatela.

    Kawałek dalej "Dama z pieskiem".
    
    Kończę wycieczkę nad Bystrzycą Dusznicką, która w 1998 roku narobiła wiele szkód w mieście. A taka niepozorna.