niedziela, 13 maja 2018

PŘÍČNÝ VRCH




     Dla mnie Příčný vrch to kolejny element układanki o nazwie Korona Sudetów Czeskich, którą okazjonalnie układam. Oczywiście jest to także sposobność poznania rzadko odwiedzanych przeze mnie terenów górskich. Jak piszą na turistika.cz, największą atrakcją Příčného vrchu nie są jego walory przyrodnicze czy krajobrazowe, ani nawet ruiny zamku Edelštejn, czy też kościół P. Marie Pomocné, ale inne dzieło ludzkich rąk - kopalnie. Příčný vrch przez wieki był złotonośną górą, z której wnętrza od XIV wieku wydobywano rudę tego cennego kruszcu, choć nie tylko. Dziś pozostało wiele śladów górniczej działalności, tych starych jak i współczesnych.

     Prameny Opavice to turystyczny punkt orientacyjny przy drodze 453, znajdujący się na przełęczy, która nie ma nazwy. Oprócz drogowskazu jest tutaj wiata turystyczna, ale najciekawsze jest to, że przebiega tędy granica czeskich "województw": ołomunieckiego i morawsko-śląskiego.

    Przez przełęcz przechodzi tylko jeden szlak pieszy, mianowicie zielony, więc idąc na Příčný vrch wystarczy się go uczepić i maszerować na północ. Do czasu. A po drodze widok na przełęcz.

    Aby zaoszczędzić sobie kilometrów, około trzech, zostawiam na rozdrożu zielony na rzecz nieoznakowanej dróżki podchodzącej niezbyt ostro na grzbiet Poprzecznego Wierchu.

    Tam już czeka czerwony, jedyny przebiegający przez szczyt. Zanim jednak na niego dotrę, odbijam nieco na Hornické skály.

    Górnicze Skały to skalny grzbiet ciągnący się na odcinku stu pięćdziesięciu metrów. Piękne miejsce, na  które można się wdrapać po kamienistym stoku.

    Chociaż miejsce jest określane jako widokowe, to w rzeczywistości doskwiera trochę wyższość okolicznych drzew nad skałami.

    Idealnie nie jest.

    Chodzenie po skałach natomiast, daje sporo frajdy. Najbardziej charakterystyczną jest ta na północnym skraju.

    Jeszcze bardziej na północ stoi oddzielona wieża skalna, lecz ta jest znacznie niższa.

    Bardziej na południe, można próbować wdrapać się na skalny grzebień, ale jest to trochę niebezpieczne, choć miejsce atrakcyjne.

     Z Hornických skál do szczytu jest jakieś sześćset łagodnych metrów. Niestety niczym ciekawym on nie zaskakuje i gdyby nie rozcestník, to można by przejść przez wierch nie zauważając tego.

     Także niewielka polana z miejscem na ognisko może jeszcze sugerować, że trzeba tu na chwilę przystanąć.

    W lesie, między drzewami ukryta jest tyczka triangulacyjna, jak zwykle towarzysząca słupkowi geodezyjnemu, określającemu położenie szczytu.

    Kawałek dalej na północ, można napotkać pierwsze oznaki działalności górniczej na tym terenie. Wewnątrz ogrodzonego siatką areału widać zagłębienie i chyba otwór jakiegoś szybiku.

    Na chwilkę zbaczam ze szlaku kilkadziesiąt kroków, aby zaczerpnąć widoku i wracam znowu do lasu.

    Rozstanie z czerwonym następuje na rozdrożu Hřeben, (blisko masztu telekomunikacyjnego) przez który przebiega także niebieski wraz ze ścieżką edukacyjną. Zmieniając kierunek marszu, przesiadam się właśnie na nie.

   Schodząc północnym stokiem, można momentami wychwycić dalsze widoki. Zlaté Hory.

    Biskupská kupa, za nią widać Srebrną Kopę.

    Na wysokości 830 m n.p.m. znajduje się skała widokowa, skąd dostrzegalne są bliskie, jak i dalsze góry.

    W oddali widać m.in. Křemenáč w Rychlebských horách a blisko Lysý vrch.

    Szlaki prowadzą do rozstaju Výr (Puchacz), gdzie niebieski ucieka w lewo na Zámecký vrch, Zlatohorská hornická naučná stezka biegnie w prawo do kościoła, natomiast kilkadziesiąt metrów na wprost znajduje się skała Výr, będąca ozdobą kulminacji wierzchołka.

    Z Puchacza wracam na rozdroże i dalej w stronę kościoła pielgrzymkowego Maryi Wspomożycielki (Maria Hilf). Chociaż świątynie wybudowano w 1993 roku, to nawiązuje ona do długiej historii tego miejsca.

    W czasie wojny trzydziestoletniej, uciekając przed Szwedami, schroniła się na górze Gottesgabe brzemienna Anna Tannheiser, modląc się o zdrowego potomka. Martin, syn Anny, ceniony obywatel i miejski radny, z wdzięczności za swoje zdrowe narodziny, w testamencie nakazał, aby w tym miejscu został umieszczony obraz Matki Boskiej. Jego córka Maria Weis wypełniła wolę ojca i z pomocą malarza Simona Schwarzera, w 1718 roku została namalowana kopia obrazu z Pasawy - Madonna z Dzieciątkiem, autorstwa Lucasa Cranacha.

    Jak to często bywało w takich historiach, obraz okazał się być cudownym, z mocą uzdrawiania i miejsce stało się celem pielgrzymek. Po kilku latach powstała kaplica, następnie ją rozbudowano. W jej wnętrzu została powieszona kopia obrazu a oryginał trafił do kościoła w Zlatych Horach. W 1834 roku  w miejscu kaplicy zaczęto stawiać kościół, który został poświęcony w 1841. Po II wojnie światowej, w czasach komunistycznych, pielgrzymki zostały zakazane a kościół przejęły władze pod pretekstem groźby zawalenia, spowodowaną szkodami górniczymi. Obiekt niszczał aż wreszcie w 1973 roku został wysadzony i zrównany z ziemią. Budowa od podstaw zaczęła się w 1993 roku a konsekracja nastąpiła w 1995.

    W dalszą drogę udaję się szlakiem żółtym, przechodzącym obok kościoła. Po drodze znajduje się jeszcze Boží hrob, będący ostatnim elementem biegnącej tu drogi krzyżowej.

    Po rozstaniu z żółtym, szlak rowerowy obiega trawersem Větrný vrch. Na jego stoku, przy drodze, jest wiata widokowa, z której, o ironio, niewiele widać.

    Za to kilkadziesiąt metrów dalej, z drogi, widoki o niebo lepsze. Zlaté Hory.

    Biskupia Kopa.

    Po kilkuset metrach ponowne spotkanie ze ścieżką edukacyjną, która prowadzi obok sztolni Nový Hackelberg. To już najnowsza historia.

    Jeszcze do 1993 roku wydobywano tu cynk i złoto.

    Nieco ponad kilometr dalej ścieżka dołącza do szlaku czerwonego i innej edukacyjnej w okolicach Táborských skal. Jest tam punkt widokowy ułożony z kamieni.

    Widoczki niczego sobie, jest Šerák, Śnieżnik, Studniční vrch, Sokolí vrch.

    Spod Táborských skal obieram już kierunek południowy czyli powoli zmierzam do kresu wycieczki. Najpierw jednak jeszcze pozostałości dawnego górnictwa.

    Ogromna jama, na dnie której widać dziurę, będącą początkiem szybiku o głębokości 40 metrów. Pod ziemią znajduje się 160 metrowa sztolnia odwadniająca. Przedmiotem wydobycia był tu galenit.

    Ścieżka dalej biegnie wzdłuż jam i zagłębień noszących nazwę Velké pinky. Dół ciągnie się na znacznej długości i jest ogrodzony, raczej ze względów bezpieczeństwa.

    Velké pinky powstały jeszcze w średniowieczu, przypuszcza się, że złoto wydobywali tutaj nawet Celtowie. Ukształtowanie tego terenu wynika z zawalenia się sztolni.

    Jest tu kilka dziur, niczym bramy do świata Skarbnika. Pewnie niejeden ciekawski już tam zaglądał z nadzieją znalezienia złotego skarbu.

    Zachodni stok Příčného vrchu, na którym znajduje się wiele starych sztolni nazywany jest Starohoří (Altenberg). Na skrzyżowaniu o takiej nazwie zmieniam szlak na niebieski, aby dojść do ruin kaplicy św. Anny z 1819 roku.

    Być może już długo ruiną nie będzie, bo poddawana jest remontowi. Jako, że jest to niedziela, ruchu na budowie nie ma.

    Plany są ambitne, bo projekt zakłada położenie szklanego dachu. Można się o tym przekonać spoglądając na wizualizację, przedstawioną na tablicy obok budynku.

    Ostatni kilometr z okładem tej wycieczki przebiega szlakiem rowerowym, przechodząc obok jeszcze jednej starej sztolni, jaką jest Hackelberg III.

    Muszę przyznać, że pogoda dopisała podczas tej przechadzki , co jeszcze bardziej uatrakcyjniło trasę. Jak to bywa  często, z braku czasu, czy raczej nadmiaru kilometrów, nie można wszędzie dotrzeć, gdzie by się chciało. Trzeba więc wybierać miejsca i selekcjonować tak, aby wyszła z tego jakaś przyzwoita całość. W rejonie Příčného vrchu jest wiele ciekawych punktów, ale nie sposób ich wszystkich odwiedzić za jednym razem. Zatem muszę przybyć tu kiedyś na ciąg dalszy.




6 komentarzy:

  1. Pięknie tam. :)
    Dobrze, że odbudowują kaplicę, wygląda na ładną.
    Ale krajobrazy sa najpiękniejsze. Wcale się nie dziwię, że czasem schodzisz ze ścieżki "zaczerpnąć widoku". :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie, a jakże, do tego spokojnie, gdyż nie ma tłoku na szlakach. Jedyne tłumne miejsce to kościół, ale tam można dojechać samochodem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli mnie rzuci w tamtejszą część Sudetów Wschodnich, to nie omieszkam wziąć pod uwagę pewnych wariantów, opisywanej przez Ciebie trasy. Tym bardziej, że można tam liczyć i na ciekawe widoki i na interesujące lokacje (że już właśnie o spokoju nie wspomnę). I znów miałeś wręcz murowaną pogodę! Szczęściarz...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie, jak też z pewnością dla większości łazigórków, pogoda ma niebagatelne znaczenie w odbiorze otoczenia. Gdy jest pochmurno to jakoś smutniej się robi, lecz gdy tylko wyjrzy słońce, od razu świat pięknieje. Oczywiście zawsze sprawdzam prognozy przed wycieczką i jeśli zapowiada się deszczowy dzień, to raczej rezygnuję z wyprawy. Przelotne opady się nie liczą :) No i upałów też nie znoszę.

      Usuń
  4. Byłem w tym roku latem. Są piękne widoki na polany, łąki. Wracając nie mogliśmy się oprzeć i na jednej "rozwaliliśmy" się na chwilę, żeby poleżeć plackiem i popatrzeć w niebo. Lubię takie klimaty. Sam szczyt faktycznie w lesie ale podejście, okolica zapadły mi w pamięć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie podczas wędrówki jest uwalić się na łące i napawać otoczeniem, kiedy czas nie goni i wszystko wokół wydaje się takie spokojne. Niestety nie wszystkie miejsca w Sudetach gwarantują takie doznania.

      Usuń