sobota, 6 maja 2017

PRZEZ BOROWĄ DO RYBNICY I JESZCZE DALEJ



     
         Dotarły do mnie informacje, że na Borowej ma powstać wieża widokowa i już coś zaczyna się tam dziać. Postanowiłem sprawdzić to miejsce, bo nie byłem tam już cztery lata. Oczywiście nadarza się okazja odwiedzenia kilku innych miejsc w okolicy Czarnej Góry, tak więc powstał plan wycieczki po dwóch pasmach: Górach Wałbrzyskich oraz Kamiennych (Suchych).
        Pogoda, jaką zastałem w Wałbrzychu, nie nastrajała optymistycznie. Grunt, że nie padało. Niedawno przeczytałem gdzieś, że Wałbrzych nim stał się Wałbrzychem, tuż po wojnie, przez krótki czas nosił nazwę Borowieck. Dworzec Wałbrzych Główny jest największą górską stacją kolejową w Polsce, położoną ok. 500 m n.p.m.

     Z peronów widać ładnie na południu garby Gór Czarnych - jednego z pasm Wałbrzyskich: Mały Wołowiec, Wołowiec, Kozioł, Zamkowa Góra, Borowa.

   Na dworcu biorą początek cztery szlaki, które z biegiem sukcesywnie się rozchodzą.

    Idąc na Borową najlepiej trzymać się czerwonego, który jako jedyny wchodzi na szczyt góry. Po wyjściu na łąki zostały tylko szlaki czerwony i żółty a przed nosem widać Zamkową i Borową.

    Po drodze mijam otwarty magazyn motoryzacyjnych części zamiennych. Ręce opadają.

    W lesie zaczyna się stromiej. Na szlaku można spotkać stare drogowskazy. Ten kieruje na Schwarze Berg czyli Borową oraz na Vogelhecke - przełęcz, która oficjalnej polskiej nazwy nie ma, ale nazywana jest Ptasim Rozdrożem.

    Na Rozdrożu Czarnym (podana nazwa przez niektóre mapy) szlaki się rozstają. Zielony idzie do Rybnicy Leśnej a czerwony wspina na Borową.

    Ostatnie setki metrów na szczyt są bardzo męczące, stok zachodni jest stromy, zresztą jak każdy, który znam na Borowej.

    Niedaleko wierchu widać oznaki niedawnej działalności człowieka. Jakaś wycinka, ale czy ma związek z planowaną budową? Na pewno trudno się po tym idzie.

    Jest i szczyt. Tu także widać jakieś prace porządkowe, coś zostało wycięte a polana trochę się powiększyła.

    Na północnym stoku także zostały wycięte drzewa. Coś się dzieje.

    Są głosy, że jeszcze w tym roku wieża zostanie udostępniona turystom. Jak na razie trudno w to uwierzyć. Sam obiekt ma być otwartą stalową konstrukcją i osiągać 16,5 metra wysokości. Jej kształt przypomina mi puchar.  Pożyjemy, zobaczymy.

    Na Borową wchodziłem już trzema drogami: czerwonym szlakiem od zachodu i od południa oraz przecinką od północy (przy Przełęczy Koziej). Jest jeszcze jedna od zachodu, dobijająca do czerwonego na wypłaszczeniu. Miałem zamiar nią zejść.

    Odniosłem wrażenie, że idąc w przeciwnym kierunku nie umęczyłbym się tak bardzo jak innymi podejściami, które znam. Ta droga wiedzie częściowo jasną brzeziną, co moim zdaniem stanowi o jej atrakcyjności.

    Po wyjściu z lasu ukazują się widoki. To chyba jedyne miejsce na Borowej, skąd można podziwiać dalekie krajobrazy. Widoczne są: Waligóra, Suchawa, Włostowa, Bukowiec i Stożek Wielki. Rzecz jasna przy dobrej pogodzie.

    Droga przez porębę, zmieniając kierunek, dochodzi do niebieskiego szlaku tuż przed Rozdrożem Ptasim. Z tej perspektywy Borowa nie wygląda na niebosiężną, chociaż z daleka znacznie się wyróżnia i trudno jej nie zauważyć.

    Dalej jest Rozdroże Ptasie (Vogelhecke). To przełęcz pomiędzy Borową a bezimienną górą (764 m n.p.m.) w Rybnickim Grzbiecie, skąd w sumie rozchodzi się osiem dróg. Do wyboru, do koloru.

    Jedną z nich jest obecny szlak rowerowy, a niegdyś droga zwana Oberfiebig. Wybrałem ją z jednego powodu.

    Przechodzi ona obok źródła Ścinawki, które ostatnio odwiedziłem cztery lata wcześniej i zapragnąłem uczynić to ponownie.

    Podłoże w okolicy jest mocno nasączone, stąpając po darniach czuć pod butem jak się uginają i słychać charakterystyczny bulgot.

    Droga doprowadza do Kamionki (Steinau), przysiółka Rybnicy Leśnej, gdzie spotykam ponownie szlak zielony zostawiony na Rozdrożu Czarnym jeszcze przed Borową. Znad Kamionki są widoczki.

    Zielony wiedzie na Przełęcz Trzech Dolin, niestety jest do odcinek asfaltowy. Trudno. Dobrze, że słońce nie dopieka, zatem marsz jest mniej uciążliwy. Pod drogą, między Kamionką a Rybnicą, przepływa niepozorna Ścinawka.

   Za plecami w oddali pozdrawia mnie niedawno odwiedzona Borowa.

    A przed nosem Rybnica Leśna z drewnianym kościołem św. Jadwigi, zasłoniętym pensjonatem "Darz Bór".

   Nim jednak trafię pod kościół odwiedzam stary cmentarz przy drodze na Unisław Śląski, obok zakładu kamieniarskiego. Zarośnięty, zapomniany. A przecież to też część historii miejscowości. Z drogi widać, gdzie była brama i główna aleja.

    Są groby, ale nie wiadomo czyje.

    Gdzie są stele? Na kilkadziesiąt grobów znajdujących się na cmentarzu zachowało się ich ledwie kilka i jeden krzyż.

    Oprócz starych niemieckich mogił jest kilka polskich. Jeśli dobrze się rozeznałem to ostatni pochówek miał tu miejsce ponad pół wieku temu, w 1966 roku o czym świadczy tabliczka na jednej z nich.

    Dalsze kroki skierowałem na drugą stronę skrzyżowania i Rybnej płynącej przez Rybnicę, miejscami efektownie.

    Drewniany kościół św.Jadwigi wzbudza zainteresowanie, szczególnie moje, bo uważam drewnianą architekturę za niezwykle klimatyczną. Budowla otoczona jest murem, w którego ciągu jest dzwonnica, będąca jednocześnie bramą.

    Kościół został wzniesiony prawdopodobnie w XVI wieku, ale za datę jego budowy uznaje się 1608 widniejącą na dzwonie.

    Wnętrza niestety nie zwiedziłem, gdyż świątynia była zakluczona. Jedynie przez okna mogłem co nieco zobaczyć, szczególnie piękne polichromie  z ornamentami maureskowymi na płycinach.

   Obok kościoła, oparte o mur, stoją stare tablice nagrobne. Ciekawe, czy są tu jakieś z cmentarza (chyba ewangelickiego), który odwiedziłem wcześniej, czy tylko z przykościelnego, już nieistniejącego?

    Z kościoła do Przełęczy Trzech Dolin jest niecałe trzy kilometry. Po drodze trudno nie zauważyć kopalni wdzierającej się w góry. Ostatni było głośno o proteście pracowników kamieniołomu w obronie miejsc pracy, gdyż wygasła koncesja na wydobycie melafiru a nowej nie było ze względu na uwarunkowania środowiskowe i protesty mieszkańców.Temat jest trudny, bo z jednej strony wydobycie odkrywkowe powoduje dewastację środowiska, przeróbka materiału i jego transport powodują hałas i zanieczyszczenie a z drugiej strony są to miejsca pracy dla ludzi i pieniądze dla gminy, w przypadku Mieroszowa to spory zastrzyk. Mam swoje zdanie w tej kwestii.

    Idąc w górę Rybnej powoli zbliżam się do "Andrzejówki". Na potoku jest niewielki zbiornik wodny a kawałek wyżej Rybna ma swoje źródło.

    Przy "Andrzejówce" asfalt się kończy, dalej samochód nie wjedzie. Myślę, że ta dostępność dla zmotoryzowanych sprawia, iż wiele osób w ogóle tu dociera.
    Schronisko zostało otwarte 21 października 1933 roku. Jego obecna nazwa pochodzi od "Andreasbaude" a ta nadana została na cześć Andreasa Bocka - prezesa WGV czyli Waldenburger Gebirgsverein (Wałbrzyskie Towarzystwo Górskie), które zainicjowało budowę obiektu.

    Zatrzymałem się chwilę odpocząć i ugasić pragnienie dobrym czeskim piwem z kija, które oferuje schronisko.

    Obok "Andrzejówki" stoi opuszczony budynek (nr 24). Był on niegdyś częścią schroniska z miejscami noclegowymi. Chyba jest do kupienia, bo pamiętam jakiś czas temu baner z ofertą sprzedaży wiszący na nim. Chyba nawet dalej wisi, tylko inaczej. Szkoda, że taki obiekt, w tak atrakcyjnej lokalizacji niszczeje. Jest w fatalnym stanie, ale myślę, że jeszcze do uratowania.

    I tu właściwie mogłem skończyć wycieczkę, ale jeszcze jedna rzecz mnie nurtowała i musiałem ją sprawdzić. Chodzi o Turzynę. Jest to góra niedaleko stąd, więc najpierw ruszyłem żółtym, potem rowerowym przeskoczyłem na czerwony z niebieskim. Za sobą zostawiam miły dla oka widok Przełęczy Trzech Dolin.

   Na Przełęczy pod Turzyną postanowiłem zaszaleć. Zamiast jak zwykle wejść na górę czerwonym szlakiem, pierwszy raz zrobiłem to niebieskim.

    Stromo jest, nie ma co. Szlak wiedzie północnym skrajem wierzchowiny, momentami przez zwarte chaszcze. Dzięki temu, że jeszcze brak listowia, przejście jest znośne.

    Na wysokości ambony zszedłem z niebieskiego i ruszyłem w stronę centrum góry.

   Na słupku szczytowym napisane jest, iż góra ma 895 m n.p.m. Wiele map także podaje taką wysokość, ale według poziomic map Geoportalu najwyższy punkt góry znajduje się jeszcze ponad sto metrów na południe w lesie i tam właśnie chciałem zajrzeć.

    Wzdłuż ogrodzenia doszedłem do lasu i wdrapałem się na sam wierch, który osiąga 898 m n.p.m. Nic tu interesującego nie ma, ale zaspokoiłem swoją ciekawość. To tu powinien stać jakiś słupek albo tabliczka.

    Dalej już wielorakimi szlakami szedłem w jedno ze swoich ulubionych miejsc. Jest to przełęcz pomiędzy Jeleńcem a Gomólnikiem Małym, piękne siodło z widokiem na północny wschód. Przy dobrej pogodzie widać Ślężę.

    Brakuje mi tu jednak czegoś. Przydałaby się jakaś ławeczka, wiata turystyczna, może nawet schronisko, bo miejsce nadaje się na to idealnie. Kiedyś zresztą musiało coś tu stać, lub próbowano coś budować, gdyż są ślady fundamentów i to w niejednym miejscu.

    Z jednej strony Jeleniec, Skalna Brama i przede wszystkim Rogowiec z ruinami zamku położonego najwyżej w Polsce, skąd są piękne panoramy na północną stronę. Przez wierzchołki, jak i wokół nich, przechodzi wiele szlaków a wiodą one na Przełęcz Trzech Dolin. Po drugiej stronie przełęczy jest Gomólnik Mały, na którego prowadzi dróżka. Znajduje się tam fajny punkt widokowy na Grzmiącą, Głuszycę i okoliczne góry łącznie z Sowimi.

     Trochę niżej siodła, na południe, wybija źródełko, które jest początkiem potoku zasilającego Złotą Wodę w Trzech Strugach, będących częścią Łomnicy.

    Wokół źródliska trawa wyraźnie jest jaskrawsza niż w innych obszarach łąki.

    I w tym przyjemnym miejscu kończę kolejną sudecką przechadzkę, zachęcając jednocześnie miłośników górskich wędrówek do odwiedzenia przynajmniej kilku z tych pozycji, które tu opisałem, bo warto.



3 komentarze:

  1. Fajnie się czytało i oglądało. Tę część Sudetów Środkowych znam słabo, zatem tym bardziej miło mi było zerknąć. Na jesień planuję wyskok w tamte rejony, choć na dzień dzisiejszy jeszcze nie do końca sprecyzowałem gdzie. Może Wałbrzyskie, może Kamienne, a może też jakiś skrawek Sowich lub Stołowych? Wyjdzie w praniu ;)

    A jaką na przykład polecałbyś miejscówkę, do skutecznego, parodniowego obejścia Masywu Chełmca, Trójgarbu i Dzikowca? Myślałem o Boguszowie- Gorcach, ale znajomy przestrzegał, że niezbyt tam bezpiecznie. Ponoć duże siedlisko biedy, pijaństwa i patologii :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mogę coś polecić w okolicy to Chełmiec, Dzikowiec i Lesista Wielka. Trójgarb dla mnie nie jest atrakcyjny, ale to oczywiście subiektywne odczucie. Poza tym jednak piękne Przełomy pod Książem i Stary Książ (nowy zresztą też ), Przełęcz Trzech Dolin i Sokołowsko oraz to, co pomiędzy nimi, Rogowiec z ruinami zamku, Ruprechtický Špičák, Zamek Cisy. Stołowe zawsze polecam. Wzgórza Włodzickie też są świetne, ale to ciut dalej. Broumov w Czechach jest ładnym miasteczkiem. Na terenie browaru w dzielnicy Olivětín jest sklep firmowy, gdzie za najpopularniejszego Opata płaci się 9 koron (ok. 1.50 zł).
      Gdy idzie o bazę to Boguszów-Gorce mi się po prostu nie podoba, mam tam kilkoro znajomych i raczej nie narzekają na złe sąsiedztwo, ale według mnie jedyną atrakcją miasta jest rynek a to tylko dlatego, że jest on najwyżej położonym w Polsce. Lepsze są: Szczawno-Zdrój, Sokołowsko, Rybnica Leśna, Łomnica. Wszystko zależy od sposobu poruszania się; czy własnym transportem, czy komunikacją publiczną.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Wezmę te wiadomości pod uwagę. Na dzień dzisiejszy muszę usiąść i spokojnie wszystko przeanalizować. Niestety już dawno minęły czasy, kiedy w Sudety mogłem jeździć w miarę często. Ostatnimi laty mogę liczyć jedynie na 2-3 wyjazdy do roku, zatem trzeba rozsądnie wybierać. Chciało by się w różne miejsca, a czasu...nie starcza :(
      Myślę że w październiku skusze się jednak na Kamienne albo Wałbrzyskie, ale którą ich część skubnę, tego jeszcze nie wiem.
      Wielkie dzięki za opinię.
      Pozdrawiam

      Usuń