niedziela, 24 maja 2015

ŚLADEM DAWNEJ SOWIOGÓRSKIEJ KOLEI ZĘBATEJ




     Kolej Sowiogórska (Eulengebirgsbahn) mierzyła 45 i pół kilometra prowadząc od Dzierżoniowa (Reichenbach) do Ścinawki Średniej (Mittelsteine). Jej budowę rozpoczęto w 1899 roku a uruchomienie całej linii nastąpiło w 1902 roku. Najciekawszym jej fragmentem był liczący 8800 metrów odcinek pomiędzy Woliborzem (Volpersdorf) a Srebrną Górą (Silberberg), który niestety z przyczyn ekonomicznych najszybciej został zlikwidowany i ostatecznie rozebrany w 1934 roku.
     Postanowiłem przejść po śladach tego odcinka i mimo upływu lat nie miałem większych problemów z nawigacją.
     Na górnym krańcu Woliborza przy Sali Myśliwskiej znajduje się skrzyżowanie dróg. Jedna z nich  (na Ząbkowice)  prowadzi do Srebrnej Góry przez Nową Wieś Kłodzką. Podążę tam ale inaczej.

   Skręcając w prawo na Dzikowiec, po kilkuset metrach jestem przy budynku dookoła osłoniętym wysoką roślinnością.  Jakby ktoś zdecydowanie odcinał się od otoczenia.
 
    Ten obecnie prywatny dom był kiedyś budynkiem stacji kolejowej Wolibórz. Nadal jego część jest nieotynkowana dzięki czemu posiada dawną, ceglaną elewację, charakterystyczną dla obiektów kolejowych.

    Przy tej stacji jadący ze Ścinawki pociąg zmieniał kierunek jazdy. Ostatnie składy odjeżdżały stąd w 1974 roku.
     Schodzę z drogi i wkraczam na łąkę po południowej stronie dawnej stacji, gdzie można domyślić się którędy onegdaj szły tory. Jest niewyraźna dróżka.

    Ruszam przed siebie w kierunku Dzikowca wzdłuż drogi, by po około 250 metrach przeciąć ją tuż przed przepustem.

    Po drugiej stronie asfaltu dróżka, którędy biegły tory jest wyraźniejsza.

    Po kolejnych stu metrach jestem przy truskawkowym polu, ale to nie ono jest interesujące, lecz to, że w tym miejscu tory się rozgałęziały i jedna nitka szła na Dzikowiec i dalej przez Słupiec do Ścinawki Średniej.

    Ja oczywiście trzymam się szlaku kolejowego do Srebrnej Góry i pomiędzy polami idę miedzą po wysokiej trawie. Po lewej góra Wolna (Koczan; daw. Quitzen-Berg).

    Dalej trasa biegnie obok masztu telekomunikacyjnego, równolegle do drogi z Woliborza do Srebrnej Góry.

    Po prawej stronie zabudowania Dzikowca i góra Wapnica z nieczynnym starym kamieniołomem Jonberg oraz strzelnicą myśliwską, jak słyszę - czynną.

    Pierwszy kilometr; na szlaku chaszcze, na szczęście tylko chwilowo utrudniają marsz.

    Jakieś sto metrów za zaroślami po lewej stronie znajdują się zabudowania woliborskiej osady Podlesie (Waldgrund). Dróżka robi się przyjazna. W oddali widać najwyższy szczyt Grzbietu Zachodniego Gór Bardzkich - Kortunał.

    Kawałek dalej "torowisko" dochodzi do drogi łączącej Dzikowiec z drogą 385 do Srebrnej Góry. Za nią znowu trawa.

    Po przekroczeniu mocno zużytego asfaltu kończy się marsz otwartym terenem i zaczyna leśny epizod wycieczki. Trasa przechodzi nad potokiem Czerwionek spływającego z Gór Sowich i trawersuje górę, którą kiedyś eksploatowano.

    Po lewej budynki Podlesia przy zakosie drogi 385.

   Po chwili grunt zaczyna robić się grząski a dróżka wprowadza do wąwozu pomiędzy górą a drogą. Takich wąwozów wydrążono na trasie cztery.

    Jak na razie profil trasy jest łagodny, idzie się niewielkim nakładem sił, jedyną niedogodnością jest niestabilne podłoże. Po wyjściu z parowu napotykam na podmokły teren ale o dziwo dróżka jest sucha. Gdzieś tu (sądząc z mapy) znajduję się źródło jakiegoś potoczku.

     Niewiele dalej kolejne strome ściany i wyżłobienie specjalnie dla potrzeb kolei. Tym razem dno nie jest papkowate.

    I wreszcie 2,25 kilometr szlaku. Dlaczego taki ciekawy? Gdzieś tutaj znajdował się przystanek kolejowy Neudorf (Nowa Wieś). Niestety żadnych śladów nie ma, jest tylko niewielka polana przy dróżce.

    Około stu metrów dalej dróżka dochodzi do drogi, którą torowisko przecinało. Ścieżka nie  pokrywa się z miejscem którędy szły tory ale z drogą doprowadzającą do przystanku kolejowego, który znajdował się na odludziu. Z tego miejsca do Nowej Wsi kawałek drogi jest. A tory biegły zarośniętym dziś terenem.

    Ciąg dalszy jest po drugiej stronie drogi.

    Sto pięćdziesiąt metrów dalej jest skrzyżowanie z leśną drogą biegnącą pod górę.

    Jak na razie nie czuć znaczącego nachylenia, droga spokojnie wiedzie trawersując stok góry Oboźnej.

    Trzeci kilometr. Spomiędzy drzew widać pięknie zielone okoliczne łąki, po których uciekają przede mną sarny a także hasają sobie mniej płochliwe konie. W dole zabudowania Nowej Wsi.

    Właśnie w tej okolicy zaczyna być odczuwalne większe nachylenie drogi i myślę, że gdzieś tutaj musiała być już zębata trzecia szyna aż do stacji Srebrna Góra Twierdza na odcinku 1,25 km. a później jeszcze 2,85 km. Kawałek dalej szlak kolejowy spotyka się z leśną drogą schodzącą z góry do drogi 385 przy kamiennym wiadukcie nad tą droga.

    Kilkadziesiąt metrów dalej jest i wiadukt nad drogą. To czwarty kilometr trasy.

    Następnie szlak wspina się po trawie wzdłuż drogi, choć na pewno robi zdecydowanie łagodniejsze łuki niż ona.

    Krajobraz okrasza barwna roślinność oraz widok z wysokości na wijącą się drogę u stóp góry Zajęcznik.

    Wkrótce pojawia się kolejny jar, co oznacza, że już blisko Srebrna Góra.

    4,7 kilometr szlaku; przystanek Silberberg Festung (Srebrna Góra Twierdza) - najwyższy punkt Kolei Sowiogórskiej. Kiedyś przechodziły tędy dwa tory.

   Dwadzieścia metrów nad głową wisi tzw. Czerwony Most prowadzący w Góry Bardzkie.

    Dalsza wędrówka nie zapowiadała się przyjemnie, ale cóż, jak trza to trza.

    Nieźle musiałem się nagimnastykować, aby przebrnąć nieprzyjazny odcinek trasy. A niby to tylko kilkadziesiąt metrów. Po wyjściu z wąwozu grunt normalnieje i spokojnie można kroczyć dalej. U góry po lewej stronie stoją zabudowania gospodarstwa agroturystycznego "Pod Świerkiem". Podobno był tu budynek dworcowy Silberberg Festung i w dół do wykopu prowadziły schody.

    Część trasy jest zagrodzona ale nie stwarza to wielkiego problemu.

   Piąty kilometr. Nad oczkiem wodnym po lewej kolejna agroturystyka.

    Kilkadziesiąt metrów dalej jest skrzyżowanie. Idąc pod górę można po 150 metrach dojść do drogi 385 natomiast w dół można dotrzeć do Sztolni Wężowej.

    Dwieście metrów za krzyżówką jest największy ślad po Kolei Sowiogórskiej: 27-metrowej wysokości Wiadukt Srebrnogórski czyli Most Katarzyny.

  Jeśli ktoś ma lęk wysokości to rzeczywiście lepiej się nie wychylać. Właściwie to w ogóle nie powinien tu wchodzić, gdyż nie ma żadnych zabezpieczeń. Ja się trochę wychyliłem żeby zdjęcie zrobić.

   Z wiaduktu korzystają chyba czasami turyści niekonwencjonalni.

    Zaraz za mostem moja dzika trasa cywilizuje się i z lewej strony, od fortu na górze Ostróg dochodzą szlaki: niebieski, zielony i... zębaty.

   Osuwająca się ziemia i skały z czasem zasypywały trakt po torowisku zwężając go i spłycając, tak więc teraz wędruje się po nienaturalnych pagórkach ale w uroczym otoczeniu.

    Atrakcje pozakolejowe także się trafiają. Przy ścieżce wypatrzyłem skupisko konwalii lecz kwitnąca była tylko jedna roślinka.

    A przede mną kolejny wąwóz. Można iść górą nad wykopem, co zresztą przez chwilę czynię, ale wracam szybko w dół by podziwiać fakturę skał.

     Szlaki oznaczone są tutaj na złotym tle.

    A kamienie na srebrno. Co za ekstrawagancja.

    Niektórzy po sobie zostawiają także inne pamiątki.

    Szósty kilometr; szlak niebieski odchodzi w prawo do Żdanowa ledwie widocznego zza zarośli, a ja upajam się wonią bzu, który rośnie przy drodze.

    Patrząc w mapę spodziewałem się, że zaraz szlak zielony ucieknie w prawo, dlatego nieco zdziwiła mnie strzałeczka pokazująca w lewo.

    Jako, że za chwilę na trasie znajdował się drugi wielki wiadukt, przypuszczam, iż szlak schodził pod niego i dalej do Żdanowa. A Wiadukt Żdanowski alias Most Dziewiczy mierzy 24 metry wysokości i (tu niespodzianka) jest wyremontowany.

 Na tym obiekcie można czuć się pewnie, są barierki i widoczki na Góry Bardzkie nad Żdanowem.

    Podobnie, jak w przypadku poprzedniego wiaduktu, konstrukcja jest ceglana.

    Siódmy kilometr; kawałek za wiaduktem ślady kolei mocno się zacierają. dróżka idąca dotąd torowiskiem nagle mocno skręca na prawo w dół i kieruje się do Żdanowa. W lewo pod górę ścieżka prowadzi do kapliczki na stoku góry o nazwie Kapliczka. A na wprost... szlak się urywa.

    Nie mam wyjścia, jestem konsekwentny, brnę przed siebie po zaroślach.

    Mimo upływu lat i porośnięcia szlaku kolejowego bujną roślinnością, da się zauważyć miejsce, którym biegły tory.

    I po chwili niewielki wąwóz.

    Niebawem trakt "odrywa" się od góry i wchodzi na równy teren. Z lotu ptaka widać wokół pola i łąki, a droga, którą prowadziła kiedyś kolej nie jest zagospodarowana lecz tworzy porośnięty pas. A ja tym pasem przedzieram się przez przeszkody.

    Przez chwilę miałem nadzieję, że oto na stałe trafiłem na dobrą drogę, bo i przyzwoita, i widoki niczego sobie (na Brzeźnicę), no i do celu już blisko.

    Niestety kilkaset metrów przed stacją końcową zarośla tworzą zasieki nie do przejścia. Zwarte i  kłujące.

    Na szczęście można iść ich skrajem na granicy pola obsianego zbożem.

   Po lewej już blisko Srebrna Góra.

    Docieram w końcu do jakiejś drogi przecinającej nieistniejące torowisko, przy której stoi wysoki krzyż. Tory szły na lewo od niego tak jak rośnie dziś tu rząd drzew. Po prawej widać szutrową drogę, którą biegła linia kolejowa do Ząbkowic.

    Gdzieś mniej więcej na wysokości budynku po prawej stronie drogi, obydwa tory się łączyły.

    Na granicy dwóch miejscowości szlak kolejowy przecinał drogę 385.

    Po jej drugiej stronie zaczynał się teren kolejowy z dworcem, bocznicą i generalnie z całą infrastrukturą.

    Dziś po budynku dworca nie ma śladu, jedynie plac, służący za parking, obok ruiny innej budowli kolejowej przypomina, że coś tu kiedyś stało.

   Cały ten obszar pokryty jest trawą i pozostałościami z lat minionych.


   Jedynym ocalałym obiektem po Kolei Sowiogórskiej jest tu parowozownia, w której mieści się obecnie ośrodek wypoczynkowy właśnie o takiej nazwie.

    I tak właściwie ukończyłem przejście śladem najciekawszego fragmentu Kolei Sowiogórskiej ale nie ukończyłem wycieczki, gdyż musiałem jeszcze wrócić do Woliborza. Za "Parowozownią" ślady po linii kolejowej są schowane w gęstej roślinności, przez którą przedzierałem się aż do srebrnogórskiego zalewu na potoku Chłopina.


    Tuż obok jest basen kąpielowy, niestety w niezbyt dobrej kondycji.

    Od zalewu uczepiłem się szlaku rowerowego i piąłem pod Warowna Górę.

   Po drodze mijam pastwisko z bydłem rasy Highland cattle czyli szkocka, kudłata rogacizna z piękną grzywką.

    Twierdzę Srebrnogórską sobie darowałem, więc wdrapawszy się na grzbiet pomiędzy fortem i Chochołem Małym dalej kontynuowałem marsz czerwonym i niebieskim szlakiem tzw. Forteczną Drogą.

    Miejscami zdarzają się widoki na okolicę jak choćby ten na Nową Wieś.

    Na stoku Chochoła Wielkiego znajdują się skałki i pozostałości dawnych budowli obronnych, ale to zostawiam sobie na inną wycieczkę.

    Między Gąsiorkiem a Gołębią wraz ze szlakiem rowerowym zacząłem schodzić w dół i obok góry Wolna wyszedłem z lasu na wprost masztu, który tego dnia już raz mijałem idąc szlakiem kolejowym.

    Drogą 385 dotarłem do Woliborza.

   Oprócz map MESSTISCHBLATT  I  GEOPORTAL pomocne były mi strony: KOLEJ.ONE.PL , JORGANISCIAK.PL ,  DOLNY-ŚLĄSK.ORG.PL.

3 komentarze:

  1. Dzięki za wirtualną wycieczkę, do której przyłączyłem się, bo zrobiłeś dokumentację foto z opisem. Ciekawiła mnie ta kolej, dowiedziałem się o niej podczas zwiedzania twierdzy sebrnogórskiej. Teraz wiem więcej i być może część traski zrobię w realu, tą z wiaduktami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna relacja. Szedłem tą trasą w roku 2008, ale aż ze Ścinawki Średniej. Miło jest wrócić do tych miejsc, choćby wirtualnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyjemnie jest czytać pochlebne recenzje :) Zanim wybrałem się na tę wycieczkę poczytałem trochę na ten temat. Wielka szkoda, że już nie ma tej kolei, jak też wielu innych szlaków nieekonomicznych.

    OdpowiedzUsuń