niedziela, 18 lutego 2018

CHEŁMIEC



     Zima zimą, ale przejść się można, choćby na Chełmiec, zwłaszcza, że ostatni raz byłem na nim blisko sześć lat temu, przy okazji zdobywania Sasa. Wybrałem najłagodniejszy wariant drogi na górę, czyli zielony szlak z Boguszowa-Gorców, którego odcinek jest jednocześnie Drogą Krzyżową Górniczego Trudu. A zaczyna się ona na zbiegu ulic Kusocińskiego i Słodowej.

    Droga ta powstała w 2001 roku i składa się na nią oczywiście czternaście granitowych tablic plus jedna początkowa. Na każdej z nich są wyryte inskrypcje pasyjne oraz treści ogólnie upamiętniające losy górników. Długość tej kalwarii to trzy i pół kilometra.

    Początkowo trasa wiedzie otwartym terenem i chwilami można liczyć na ładne widoki. Za stacją nr 3 góra Boguszówka (daw. Butter Berg) i, przy dobrej widoczności, na horyzoncie Borowa, Rogowiec, Jeleniec, Waligóra.

    Podobne widoczki są przy stacji szóstej, pomiędzy Cichawą (Kuh Berg) a bezimienną (Finger Berg), gdzie jest także więcej miejsca na odpoczynek. Poniżej Cichawy jest góra Podchełmiec (Winkler Berg), na której znajdowała się wieża Bismarcka. Tutaj jest ostatnia okazja na podziwianie dalszych krajobrazów, bo dalej już będzie las.

    Stacja siódma znajduje się na przełęczy Rosochatka (Ladestatt). Tutaj zielony spotyka się z żółtym idącym z Wałbrzycha i na Chełmiec można sobie wybrać dalszą trasę; albo zielonym spokojnie, albo żółtym mocniej pod górę.

    Pod Małym Chełmcem (Kleine Hoch Berg), na wirażu, dochodzi szlak niebieski. Kawałek wyżej znajduje się na rozdrożu wiata turystyczna, którą będę mijał ponownie w drodze powrotnej.

    Stąd zaczyna się ostatni etap zdobywania Chełmca (Hochwald), ośmiusetmetrowy trawers wschodnim stokiem z niewielkimi prześwitami na Wałbrzych.

    Ostatnia stacja drogi krzyżowej jest już blisko szczytu. Za tablicą widać betonowe słupki, pozostałe po ogrodzeniu tego terenu w czasach PRL-u, gdy znajdowały się tu urządzenia do zagłuszania Radia Wolna Europa.

    Finałem tej oryginalnej w skali kraju drogi krzyżowej, jest krzyż milenijny postawiony w 2000 roku. Widziałem wiele budowli kultowych, ale to 45-metrowe dzieło mistrzów spawalnictwa, przypominające słup energetyczny, podporę linii wysokiego napięcia, wygląda na przejaw desperacji. Skoro jakaś grupa czuła silną potrzebę zmaterializowania swojego mistycyzmu, mogła się bardziej postarać. Na świecie jest tyle wspaniałych miejsc kultu godnych podziwiania, które wpisują się w krajobraz i historię miejsca, że można by było zaczerpnąć z nich nieco inspiracji.

    Jednak centralnym punktem góry jest kamienny budynek z wieżą widokową, powstały w latach 1887-88 z inicjatywy ówczesnego Wałbrzyskiego Towarzystwa Górskiego. Oprócz wieży widokowej znajdowało się tutaj schronisko i gospoda. Niestety maszty za budynkiem psują turystyczny charakter tego miejsca.

    Budynek przez lata pełnił różne funkcje, od turystycznej po telekomunikacyjną i dziś pełni obie, choć tę pierwszą okazjonalnie. Wieża udostępniana jest w okresie letnim w weekendy.

    Chełmiec uważany był niegdyś za najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich, ale jego wysokość podawana była wraz z wieżą, toteż dzięki temu przybywało mu kilkanaście metrów. Obecnie wiadomo, iż jest o dwa metry niższy od Borowej.

    Zejście zielonym szlakiem po północnym stoku, szczególnie zimą jest adrenalinotwórcze. Miejscami śnieg wyhamowuje, miejscami dodaje pędu wbrew zamierzeniom. Istny rollercoaster.

    Na szczęście po trzystu metrach jest droga obiegająca wierzchołek Chełmca i nią dostałem się ponownie na rozdroże przy Małym Chełmcu.

    Z napisów pamiątkowych wewnątrz wiaty można wywnioskować, iż przebywający w naszym kraju obywatele Ukrainy nie tylko ciężko pracują, ale także oddają się przyjemności wędrowania i poznawania polskich gór.

  Przez chwilę podążam znów oboma szlakami aż do ostrego zakrętu, gdzie zostawiam zielony, by dalej pędzić niebieskim.

    Szlak przebiega obok bezimiennej góry, która kiedyś jednak nazwę miała a była to Scholaster Berg.

    Szlak wychodzi z lasu malowniczą doliną wprost na część miasta zwaną Koło (Kohlau) lub też Osiedlem Grunwaldzkim.

   Przy dobrej widoczności można dostrzec Karkonosze ze Śnieżką, ale niestety tym razem są w zasięgu wzroku tylko te bliższe jak Skalnik czy Wielka Kopa w Rudawach Janowickich.

    Przeszedłem kawałek przez Koło, by odbić następnie w bok, wchodząc pośród stare hałdy kopalni barytu, między Hutniczą Kopą a Bożą Górą (Plautzen Berg) nazywaną też Parkową Górą czy też Wzgórzem. "Co ja tutaj robię", zdawał się pytać znak na końcu drogi.

    Ostatnim podejściem tej wycieczki było zdobycie Bożej Góry z pomnikiem ku czci poległych "za wolność i demokrację". Kiedyś stał tu okazały monument niemieckich ofiar poległych w pierwszej wojnie światowej, ale po drugiej wojnie wykorzystano jego pozostałość pod obecny obelisk.
A swoją drogą, to swoisty paradoks, że władze komunistyczne stawiały pomniki poległym za coś, co było im obce.

    Poniżej pomnika mieści się stadion sportowy, którym miejscowi szczycą się jako najwyżej położonym w Polsce (podobnie jak Rynek w Boguszowie).

    Stadion usytuowany jest około 640 m n.p.m.
 
    I to tyle jeśli chodzi o wycieczkę na Chełmiec z Boguszowa-Gorców, lub, pisząc lokalnie, z Boguszowa-Gorc.

    www.mapy.cz








3 komentarze:

  1. Czyli zdobywanie Chełmca od strony Szczawna Zdrój to gorszy pomysł?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od strony Szczawna idzie na górę szlak niebieski, którego ostatni kilometr to nie herbatka u cioci. Przedzielony on jest dwustumetrowym trawersem na odzyskanie przytomności. Zimą to raczej niebezpieczne bez raków tam się wspinać, ale nawet latem ucieka grunt spod nóg.

      Usuń
    2. Brzmi dobrze. Chyba zatem spróbuję :)

      Usuń