sobota, 21 kwietnia 2018

ČÁP I TEPLICKÉ SKALNÍ MĚSTO




      Tak jak po polskiej stronie Gór Stołowych największą popularnością cieszą się Szczeliniec Wielki i Błędne Skały, tak po czeskiej głównym celem wycieczek są Adršpašsko-teplické skály, w których można wyróżnić Adršpašské skalní město oraz Teplické skalní město. Niestety popularność ma też swoją cenę i dla lubiących niczym nie zmącony kontakt z naturą  trudno odnaleźć się jest tutaj w sezonie. Tłumy chętnych nacierają na skalne szlaki rozlewając się po okolicy i wtedy "miasto" nabiera dosłownego znaczenia.
   Zasadniczo moim najważniejszym zamiarem było wejście na górę Čáp, ale bliskość skalnego miasta naturalnie konfigurowała trasę mojej wycieczki, jeszcze przed jej rozpoczęciem. Na punkt wypadowy wybrałem osadę Skály, gdzie znajduje się zamek Bischofstein.

    Stąd na szczyt Čápu jest półtora kilometra i najlepiej trzymać się szlaku zielonego, który jako jedyny tam dociera.

    Čáp w języku polskim to nic innego jak bocian.

    Bardzo ciepła i wczesna wiosna tego roku sprawiła, że przyroda chętnie obudziła się do życia, łącznie ze żmijami, które wyległy grzać się w cieple słonecznych promieni, niestety akurat tam, gdzie nie trzeba. Idąca kilkanaście metrów przede mną czeska para o mało nie nadepnęła na gada a wszystko to blisko zabudowań. Od tego momentu baczniej zacząłem spoglądać pod nogi.
    Po wejściu do lasu szlak nabiera typowo stołowogórskiego charakteru.

    Po około 25 minutach jest wreszcie najwyższy wierzchołek kompleksu Adršpašsko-teplických skal mierzący 786 m n.p.m. Jego zwieńczeniem jest wieża widokowa oddana do użytku we wrześniu 2014 roku.

    Trzynastometrowa, dwukondygnacyjna rozhledna zaprasza czterdziestoma czterema schodami na punkt obserwacyjny usytuowany na dziewiątym metrze.

    Widoki wokół wspaniałe a pomoc w postaci tablic panoramicznych bardzo się przydaje w orientacji.

    Na południowym wschodzie pobliskie Jiráskovy skály, za nimi Ostaš a na horyzoncie pozostałe Stołowe z Hejszowiną.

    Na zachodzie Jestřebí hory z Žaltmanem.

    Bardziej na północ Karkonosze.

    Skalne miasto nieopodal a na widnokręgu najbardziej rzucający się w oczy sterczący samotnie Stożek Wielki.

    Zielony szlak z Čápu jeszcze chwilę wiedzie po grzbiecie, lecz po blisko dwustu metrach zaczyna nurkować schodami w doły.

    Dalej następuje leśny odcinek drogi nie uświetniony skalnym krajobrazem i tak aż do kładki nad potokiem, skąd zaczyna się ciekawszy fragment, przez Teplické údolí.

     Lewe zbocze doliny jest stokiem rozciągniętego wierzchołka Trojmezí, który zawiera różnorodne formy skalne zwane Martinské stěny.

    Zbocze po prawej także jest pełne skał i w pewnym momencie właśnie na nie ostro skręca pod górę szlak zielony, który w dalszym swoim biegu przeprowadza przez Bludiště, czyli skalny labirynt. Zostawiam jednak tę atrakcję na inną okazję i dalej doliną wzdłuż potoku schodzę coraz niżej żółtym łącznikiem, mijając olbrzymie bloki skalne o takich nazwach jak m.in. Paraván, Vozembouch (dawny instrument ludowy-diabelskie skrzypce), Nářek (lament).

    Rozcestník U Sekery jest kresem tej doliny, tu potok wpada do innego a żółty szlak łącznikowy doprowadza do niebieskiego. Dlaczego przy toporze? Odpowiedzią jest oryginalna forma skalna widoczna z tego miejsca.

    Spod siekiery niebieski prowadzi pod górę doliną wśród obfitości skał, których kształty poruszają wyobraźnię, co naturalnie skłania do nadawania im nazw. Są zatem "Szorty Karkonosza", każące przypuszczać, iż Duch Gór pomyka w krótkich spodenkach.

     Jest "Wieża Strażnicza" tzw. Hláska, która została po raz pierwszy zdobyta przez wspinaczy w 1956 roku.

     Horolezecká chata to miejsce, od którego należałoby zrobić pętlę, by nie stracić możliwości zobaczenia wszystkich dostępnych atrakcji. Niestety, akurat podczas tej wycieczki jest okres lęgowy sokołów i szlak został okrojony, więc idąc nim na południe trzeba będzie odbić się od ściany.

    Mimo wszystko ruszyłem tą drogą, wytyczoną w 1846 roku, nacieszyć wzrok chociaż tym, co dostępne. Velké chrámové náměstí czyli Wielki Plac Świątynny zawdzięcza swą nazwę skałom wokół placu, przypominającym swym wyglądem kolumny w świątyni.

    "Piłka Karkonosza" (Krakonošův míč) -  i już się wyjaśniło, na jakie okazje Duch Gór przyodziewa szorty, widziane wcześniej przy drodze.

    Szlak biegnie wzdłuż malutkiego potoku, na którym, jak pokazują mapy, znajduje się wodospad U Chrámového náměstí. Swoim rozmiarem jednak nie porywa, ot spływająca po ścianie woda. Cieknie on pod schodami.

    Po około dwustu metrach niestety trzeba było zawrócić.

    Od Horolezecké chaty drugi koniec pętli niebieskiego szlaku prowadzi przez Anenské údolí, początkowo wąskimi korytarzami między skałami. Mimo pięknej słonecznej pogody w wyjątkowo ciepłym kwietniu, przejście tą trasą przypomina styczniowy wyskok z domu w kapciach po bułki do pobliskiego sklepu. Obleczony w koszulkę z krótkim rękawem odczuwałem przeszywające zimno powodujące gęsią skórkę na całym ciele, bo jakby mało było chłodu, to jeszcze dochodził do tego przeciąg.

    Za to uczucie błogiego ciepła po wyjściu z tej lodówki jest nie do przecenienia. W takim przyjaznym środowisku dużo przyjemniej jest podziwiać kolejne utwory w skalnym mieście. Przy jednym z nich przystanąłem na dłużej, gdyż próbowałem odnaleźć wśród wielu kształtów godło Słowacji. Wcale nie jest łatwo dostrzec na pierwszy rzut oka trójwzgórze z krzyżem.

    Z wysokości obserwują przechodniów skrajnie różne zwierzęta: Jeż na Żabie...

    Żółw (Želva)...

    Niedźwiedź Polarny(Lední medvěd).

    Na rozdrożu Krápníky niebieski szlak skręca w stronę Horolezecké chaty, ale jak już wiadomo, pełnego okrążenia nie sposób zrobić ze względu na zamknięty odcinek. Tak więc pozostaje zielony szlak i rzut oka na Wykałaczkę Karkonosza (Krakonošovo párátko).

    Rozpoczynający się tu zielony szlak prowadzi do stacji kolejowej Janovice u Trutnova, ale aż tam nie ma potrzeby się zapędzać. Zmiana kierunku nastąpi przy dawnej osadzie Záboř. Zanim jednak się tam dotrze w ciągu 15 minut, po drodze Volská studánka.

    Dawna osada Záboř to pozostałości po budynkach nieistniejącej wioseczki, która ostatecznie zniknęła w 1960 roku. Gdzieś w tych zaroślach kryją się ruiny.

    Od Zábořa zaczyna się podejście niebieskim szlakiem na grzbiet zwany Nad Srázem czyli Nad Urwiskiem. Na jednym z wierzchołków stoi skała wyglądająca jak działko przeciwlotnicze.

     Miejscami stojąca woda stanowi przeszkodę, ale po to są pomosty drewniane, by suchą stopą przejść na drugą stronę, co także jest atrakcją.

    Dojście do punktu widokowego można również uznać za frajdę, choć jednocześnie jest wyzwaniem, bo trzeba być ciągle ostrożnym, posiadać dobry zmysł równowagi i trochę skoczności.

    Z tego miejsca widać z góry wszystkie te formacje skalne, które mijałem wcześniej dołem z drugiej strony, idąc Doliną Anny.

    Jest przy szlaku jeszcze jeden punkt widokowy nie ujęty w mapie.

    Oferuje on widok jedynie na skałę Střmen, którą mam w programie tejże wycieczki.

    Niebieski schodzi w końcu do kolejnej doliny o nazwie Vlčí rokle, którą płynie Skalní potok. Tutaj prowadzi już szlak żółty. W górę można dojść do drugiego skalnego miasta - Adršpašského , ale to w dwie strony byłoby ponad osiem kilometrów ze zwiedzaniem, więc trzeba to zrobić innym razem, bo przede mną jeszcze blisko osiem. Zatem od rozdroża Pod sedmi schody, w dół potoku do kolejnego rozdroża, mijając Stříbrný pramen.

    Żółty łączy się z niebieskim i kawałek dalej kończy swój bieg, natomiast niebieski prowadzi przez Echo (Ozvěna), gdzie znajduje się schron turystyczny (přístřešek). Miejsce to swoją nazwę zawdzięcza dźwiękowi a konkretnie odbiciu od gór huku moździerza, z którego strzelano właśnie z punktu, gdzie stoi obecnie altana.

    Z drogi ze szlakiem, na widnokręgu widać wystające wyraźnie wierzchołki dwóch skał i jak się okazuje mają swoją nazwę. To "Bedřich Smetana u klaviru" czyli znany czeski dziewiętnastowieczny kompozytor przy fortepianie.

    Nadeszła wreszcie pora na Hrad Střmen. Na jego wierzchołek podobno prowadzi trzysta schodów i pierwsze wrażenie, widząc je i mając w nogach już kilka ładnych kilometrów, to przerażenie.

    Pierwszy etap to szerokie, metalowe, nowe stopnie z poręczami, po których zaliczeniu na raz, miałem mroczki przed oczami a namalowany farbą napis na kolejnych odczytałem jako "brak siły".

     Drugi etap, po nabraniu sił, to drewniane strome stopnie z niziutką poręczą, gdzie schodzący z góry nie są w stanie wyminąć się z wchodzącymi, dlatego mogą tu tworzyć się zatory. Schody te doprowadzają do miejsca, gdzie kiedyś znajdował się XIII-wieczny zamek. Ociosane skały były niegdyś ścianami, wyżłobienia w nich służyły też za oparcie dla drewnianych konstrukcji znajdujących się tutaj.

     Trzecim etapem jest wejście, właściwie już po drabinie, na najwyższy punkt zamku.

    A miejsca na nim niewiele i niewygodnie na nierównej powierzchni skały.

     Są za to widoki. Na wschodzie Lysý vrch a w oddali Góry Kamienne i Sowie.

    Widoczne są też oczywiście Teplice.

    Zaobserwować można także będący na krańcu Adršpašských skal Stározamecký vrch.

     Zamek Střmen (Strzemię) swoją nazwę wywodzi od wizerunku widniejącego w herbie jego pierwszych właścicieli. Inny wizerunek, stworzony przez naturę, znajduje się przy szlaku. To Housenka (Gąsienica) i  motyla raczej z niej nie będzie.

     Skalní brána to kolejny z wielu skalnych utworów. Przy niej znajduje się tablica upamiętniająca wizytę J.W. Goethego w skalnym mieście 30 sierpnia 1790 roku.

    Jaskółcze Gniazdo (Vlaštovčí hnízdo).

    Koński Łeb (Koňská hlava).

    I ponownie tego dnia U Sekery. Znak to, że trzeba wracać.

    Żółtym, potem zielonym, ale zamiast wspinać się znowu na Čápa obchodziłem górę nieoznakowaną dróżką przez jakieś pięćset metrów, by dojść do innego żółtego, który prowadzi skrajem lasu. Miejscami przyjemne widoczki, na Ostaš i bliższe Jiráskovy skály, gdzie jeszcze zajrzę.

    Idąc na nie przez osadę Skály, już z dala widać dwa punkty widokowe, które trzeba koniecznie jeszcze zaliczyć.

    Obok zamku Skály (Bischofstein) i Czarnego Jeziorka szlak czerwony wiedzie wśród skalnych rzeźb, a jakże, schodami.

     Hrad Skály został wzniesiony pod koniec XIV wieku dla ochrony szlaków handlowych. Oczywiście  położenie nie był przypadkowe, zamek zbudowano na wzniesieniu z wykorzystaniem naturalnych materiałów jakim są skały. Dawniej nazywany był Katzenstein, od nazwiska jednego z właścicieli (Kočka czyli Kot), częściej jednak używa się miana Bischofstein, która pochodzi od nazwy skalnej formy na wierzchołku Jiráskových skal, jaką jest Biskupská stolice. Miejsce to jest też w jakiś sposób związane z pewnym biskupem a chodzi o Matouše Ulického, który w już opustoszałym zamku, w XVII wieku organizował tu tajne spotkania braci czeskich. Ze śladów po zamku pozostały wykute w skałach pomieszczenia i resztki murów.

    Właśnie na zamku napotkałem grupę czeskich rycerzy, którzy imprezowali przy ognisku. Ich ubiór, fryzury i wyposażenie kazały sądzić, że dosyć poważnie traktują taki styl życia.

    Na stanowisko widokowe na skale w najwyższym punkcie zamku prowadzą współczesne schody, ale przejście jest ciekawe.

    Jednak ostatnie stopnie przed szczytem wykute są w skale i chyba jest to dzieło budowniczych tego średniowiecznego obiektu.

    Punkt widokowy zabezpieczony jest barierkami, lecz mimo tego należy być ostrożnym, gdyż powierzchnia skał jest nierówna i poprzedzielana szczelinami. Miejsca za to więcej niż na Strzemieniu.

    Na wschodzie i południu: Ostaš, Koruna, Božanovský Špičák, Szczeliniec Wielki, Skalniak, Orlica.

    Na zachodzie Jestřebí hory z Žaltmanem.

    Dalej na północ jest Čáp, pierwsza zdobycz tej wycieczki.

    Jiráskovy skály.

    Druga vyhlídka jest niższa, prowadzi do niej ścieżka i jest to niedaleko. Widok jedynie na północną stronę, ale za to jest ławeczka.

    W dole osada Skály i zamek, a właściwie pałacyk o tej samej nazwie. Zresztą zwie się identycznie jak ten średniowieczny na górze a był on niegdyś rezydencją-twierdzą biskupa královéhradeckého, którą w 1666 roku przebudowano właśnie na pałac. Obecnie pełni on funkcję restauracyjno-hotelową.

    Jeszcze tylko przejście wokół Czarnego Jeziorka i przechadzka dobiegnie końca.

    Warto się wybrać w te piękne okolice i pospacerować tutejszymi szlakami,  należy jednak przybyć w odpowiednim czasie, bo poruszanie się wśród tłumów dodatkowo męczy. No chyba, że ktoś to lubi. Nie sposób jest opisać większej ilości znajdujących się w skalnym mieście różnorodnych form, bo trzeba by było zamiast relacji z wycieczki napisać leksykon. Dlatego niech mój opis będzie zachętą do odwiedzenia tych stron i poznania ich organoleptycznie.


8 komentarzy:

  1. Świetna wycieczka. W większości trasę znam, za wyjątkiem Čápa, oraz okolic hradu Skály. Mam zamiar odwiedzić te miejsca przy okazji kolejnego wypadu w czeskie Stołowe. Podoba mi się też ta wieża widokowa. Całkiem ładnie wkomponowuje się w krajobraz i daje możliwość podziwiania dość dalekich pasm.
    Trafiła Ci się naprawdę ładna wiosna wśród stołowogórskich skał. Tylko pozazdrościć ;)

    Pozdrówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tegoroczna wiosna pozytywnie zaskoczyła i korzystałem z jej dobrodziejstwa ile tylko mogłem. Za to lato przesadziło. Liczę teraz na dobrą jesień, chyba najlepszą porę na wędrówki. Oby słońca nie skąpiła i przejrzystego powietrza. Bądź zdrów.

      Usuń
    2. Ja też liczę na jesień :) A propos. W październiku (od 7-go) najprawdopodobniej zajrzę na parę dni do Polanicy i trochę "skubnę" szlaków w Bystrzyckich i może Stołowych. Ale z tego co pamiętam, Ty raczej poza weekendem nie jesteś uchwytny?

      Usuń
    3. Nie inaczej, choć czasami jakiś piątunio da się uszczknąć. Ciekaw jestem, co takiego masz w planach do zobaczenia, oczywiście przy akompaniamencie wyśmienitej pogody?

      Usuń
    4. W Bystrzyckich chciałbym zawędrować w okolicę Fortu Wilhelma, później pokręcić się po Dolinie Bystrzycy Łomnickiej, przejść Zieloną Drogą i zajrzeć w okolice Wolarza oraz Księżówki. Co do Stołowych to na bank Szczytnik i jeszcze może...Skalne Grzyby? Zobaczymy. Najgorsze jest to, że jeszcze tak naprawdę nie wiem, ile dostanę wolnego :(

      Usuń
    5. Znam wszystkie te wymienione przez Ciebie miejsca i naszło mnie na wspomnienia. Jednym z nich jest wycieczka sprzed blisko 20 lat, gdy szedłem Zieloną Drogą z Polanicy-Zdroju do Zieleńca. w Zieleńcu właśnie złapał mnie deszcz, ale zamiast szukać schronienia, wędrowałem nadal drogą do Dusznik i pewnie w oczach strażnika granicznego, który przejeżdżał akurat na motocyklu, wydałem się z lekka podejrzany, przez co musiałem mu odpowiadać na przysłówkowe pytania. Takie to były czasy bez Schengen. A tak w ogóle, to ze Strażą Graniczną miałem jeszcze inne, nawet bardziej drastyczne przygody.

      Usuń
  2. Cudne miejsce, a niestety jeszcze nie byłem, a tak blisko od Kotliny Kłodzkiej ;)
    Pozdrawiam i gratuluje za ciekawej wycieczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyższa pora zmienić ten stan rzeczy i wybrać się w Stołowe, jak już wielokrotnie podkreślałem, moje ukochane. Polecam poza sezonem i w środku tygodnia, żeby nie przeciskać się, oprócz skał, także między ludźmi.

      Usuń