poniedziałek, 8 sierpnia 2016

CZERNICA I RUDAWIEC




   Bielice. Ostatni raz byłem tutaj dwa lata wcześniej wyruszając na zdobycie Postawnej. Z przyjemnością zjawiłem się tu ponownie. Tym razem za cel obrałem Czernicę a wycieczkę tak zaplanowałem, by oprócz niej były jeszcze inne górskie atrakcje.
    Niemal tradycyjnym punktem wyjścia w tutejsze okolice dla każdego turysty jest kraniec wioski przy leśnictwie, tu kończy się droga, tu jest parking, dalej już tylko dzika przyroda. W tle Kowadło.

    Już gdy się skręca w Stroniu na Bielice jest takie poczucie, dreszczyk, że oto ta droga doprowadza do ostatniej wioski i potem już koniec, nigdzie nie skręca, kraj świata otoczony górami.

    Dalej już pieszo w górę Białej Lądeckiej żółtym i zielonym szlakiem.

    Po kilkuset metrach łagodnej drogi następuje zmiana charakteru trasy. Na rozdrożu wybieram żółty i nim wspinam się pod górę, Szeroką Kopę.

    Szlak nie wchodzi jednak na wierzchołek, omija go i dochodzi do Bialskiego Duktu, szutrowej leśnej drogi.

    Długo jednak nie nacieszyłem się łagodnym profilem trasy. Po krótkim dystansie szlak opuszcza dukt i stromo podchodzi na Płoskę. Nie żeby trawersem, po prostu ostro pod górę po rozoranej dróżce.

   Mozolna wspinaczka trwała około dwudziestu minut, z przerwą na dotlenienie organizmu. W końcu postawiłem stopę na szczycie, choć ten nie zrobił na mnie wrażenia. Zalesiona góra, bez widoków, przez którą prowadzi ścieżka a przy niej tabliczka informująca, iż oto jestem na wierchu Płoski o wysokości 1035 m n.p.m.

    Ze szczytu Płoski na szczyt sąsiedniej góry - Czernicy jest łagodny, niecały kilometr. Najpierw schodzi się do siodełka między nimi, gdzie rośnie młodnik, dzięki czemu widać na południu Rudawca.

    A przed nosem Schwarzer Berg.

    W miarę zbliżania się do wierzchołka przez borówczysko, coraz bardziej cieszył mnie widok wieży widokowej.

   Drewnianą, pięciokondygnacyjną wieżę otwarto we wrześniu 2014 roku a mierzy ona około 16 metrów. Najciekawsze jest to, iż podobnie jak na Trójmorskim Wierchu, oficjalnie nie jest to wieża widokowa lecz wieża obserwacyjna Lasów Państwowych. Tak więc nie jest przeznaczona dla ruchu turystycznego a wchodzenie na nią odbywa się na własną odpowiedzialność. Fajny jest ten "myk" gdyż wówczas nie trzeba sterty zezwoleń, biurokratycznego toru przeszkód i koszty budowy są niższe.

    Jedna rzecz mnie niestety zaniepokoiła. Na dachu wieży powiewa flaga państwowa z godłem RP. Pierwsza sprawa to właśnie godło. Tego typu flagi wystawia się na placówkach dyplomatycznych i instytucjach państwowych. Druga rzecz to taka, że flaga powinna być wywieszana w dzień a na noc chowana, chyba, że jest dobrze oświetlona. Po trzecie flaga nie może być poddawana szkodliwym działaniom otoczenia jak np. złe warunki atmosferyczne. I po czwarte, wygląd tej konkretnej na wieży: flaga musi być czysta i zadbana a wywieszenie zniszczonej lub brudnej może być uznane za znieważenie.

    Poprzez wszystkie piętra, schody wyprowadzają mnie na najwyższe, skąd liczę na ekscytujące wizualne widowisko.

   Można oczywiście wyżej, po drabince na dach, ale wolę nie.

    Spoglądam z wieży na otaczającą przestrzeń i ogarnia mnie stan prawie euforyczny; przychodzą mi do głowy słowa piosenki grupy Golden Life pt. "Helikopter" : " Ja nie znam słów, którymi bym mógł powiedzieć tobie co to za stan". Trudno oddać to zwykłymi słowami, więc posłużę się obrazkiem znalezionym w sieci.

    Na zachodzie najbardziej rozpoznawalne: Sušina, Śnieżnik, Czarna Góra.

    W kierunku północnym blisko Gołogóra i Gołogrzbiet, za nimi Kotlina Kłodzka.

    Na północy Dolina Górnej Białej Lądeckiej (Nowy Gierałtów), na horyzoncie Jawornik Wielki i Borówkowa.

    Bardziej na wschód grzbiet graniczny Gór Złotych a blisko Gierałtowska Kopa.

   Na wschodzie Czartowiec i Špičák.

    W stronę południa: Płoska, za nią Łupkowa i Kowadło a na widnokręgu Sokolí vrch, Studniční vrch (Rychlebské hory), Příčný vrch (Zlatohorská vrchovina), Orlík i Medvědí vrch (Hrubý Jeseník).

    Na południu w oddali Šerák, Keprník, Vozka, bliżej Smrk i Brusek a najbliżej Rudawiec.

   Oprócz mnie na wieży przesiadywał jeszcze jeden osobnik, przedstawiciel insektów. Przypuszczam jednak, że to na górę schodami nie weszło.

    Przypadło mi do gustu to miejsce. Czernica jest fajna.

   A wieża świetnie nadaje się na nocleg. Zadaszony, wielokondygnacyjny i darmowy hotel. Muszę coś o tym pomyśleć na przyszłość.

    Od północy, z Nowego Gierałtowa wchodzi na szczyt szlak czerwony i skręca na zachód, tak więc przez chwilę będę szedł dwoma szlakami.

    Nie trwa to jednak długo, gdyż żółty po chwili ucieka do Stronia.

    Czerwonym natomiast schodzę do drogi. I tu niespodziewany widok: asfalt. Poczułem się trochę jak w Czechach.

    Drogą biegnie szlak niebieski toteż podróż na południe wiedzie dwukolorowo.

    Dla takiego piechura jak ja nawierzchnia bitumiczna nie jest w górach czymś pożądanym, nie lubię jej, dlatego też nie tego tu oczekuję. Nie po to uciekam od zgiełku i betonu by tutaj na to trafić.  Niestety czasem jest nieunikniona, ale zawsze liczę, że przejście po niej będzie trwało jak najkrócej. Na pewno gdybym był cyklistą to ta arteria byłaby dla mnie zbytkiem.
    Na jednej z map internetowych (mapy.cz) przy trakcie oznaczona jest studzienka czy też źródło. Faktycznie, coś ze stoku Czernicy spływa drewnianym korytkiem.

    Droga dochodzi do przełęczy Wielkie Rozdroże, nazwa sugerująca duże skrzyżowanie dróg, co jest prawdą. Podobno w tych okolicach kręcono sceny filmu "Baza ludzi umarłych" w 1958 roku, według M. Hłaski.

   Od rozdroża ciągle szedłem na południe wraz ze szlakami: czerwonym i niebieskim. Jest asfalt, jest i pojazd, którym prawdopodobnie dojechał jakiś leśnik.

    Kawałek wyżej wchodzę na Drogę Marianny (Orańskiej), którą docieram na Przełęcz Suchą na wysokości 1002 m n.p.m.

     Jest tu niewielka wiata turystyczna na wszelki wypadek.

    Sucha Przełęcz to także skrzyżowanie, skąd rozchodzi się wiele dróg. Ja zostawiam szlaki piesze i w dalszą drogę ruszam rowerowym po Dukcie nad Spławami, który tu się zaczyna.

    Mimo, iż droga ma nawierzchnię asfaltową, da się chwilami o tym zapomnieć, gdyż jej profil, a przede wszystkim walory krajobrazowe są akceptowalne. W czasie marszu widok na to, co zdobyte - Czernicę.

    A także to, co do zdobycia: Rudawiec. I chyba wiem skąd mogła się wziąć taka nazwa. Z dala krzewy borówek na górze wydają się mieć miedziany kolor. Niemiecka nazwa też nawiązuje do koloru (Rothe Sümpfe - Czerwone Bagna).

    Dukt nad Spławami trawersuje  stoki dwóch wzniesień: Jawornickiej Kopy i Orlika a następnie wykręca się zmieniając gwałtownie kierunek. Zaraz za tym wywijasem, w dół na lewo odchodzi Czarny Dukt a jakieś dwieście metrów dalej jest pod drogą przepust, za którym zostawiam dukt i zaczynam podejście.

    Trasa nie jest zupełnie dzika, prowadzi tędy szlak narciarski, czego potwierdzeniem są tyczki przy dróżce.

    Trzystumetrowe podejście kończy się na granicy, na siodle pomiędzy Rudawcem a Rudymi Krzyżami.

    Można powiedzieć, że znajduje się tutaj plac, bo jest bezdrzewny teren wysypany kruszywem.

    Wzdłuż granicy biegnie zielony szlak i wraz z nim wspinam się na Rudawca. Właśnie na stoku tej góry, po raz pierwszy podczas tej wycieczki, spotkałem ludzi. Jakaś para schodziła ze szczytu. Przez ponad trzy godziny nie widziałem ludzkiej twarzy, bo chociaż to poniedziałek to jednak okres kanikuły. To niewątpliwa zaleta tych gór, jeśli już kogoś się spotka to nie jest przypadkowy turysta, to koneser.

    Pomiędzy (miejscami rudymi) krzewami borówek dotarłem na wierch Rudawca czy jak go nazywają Czesi - Polské hory.

    Niestety nie dane jest podziwianie widoków ze szczytu, wierzchołek jest dość rozległy i zadrzewiony.

    Po stronie czeskiej, jak na wielu tamtejszych szczytach, znajduje się tyczka triangulacyjna i obok niej słupek z czerwoną obwódką.

    Na Rudawcu spotkałem jeszcze jedną parę i schodząc już z wierchu mijałem większą gromadkę pnąca się pod górę. Polská hora wydaje się być bardziej oblegana niż Czernica ale to ta druga jest według mnie godniejsza uwagi. Po zejściu południowym stokiem trafiam na siodełko między Rudawcem a Iwinką. Tu odchodzi na stronę czeską szlak narciarski.

    Po polskiej stronie zaczyna się Rezerwat Przyrody "Puszcza Śnieżnej Białki". Tutejszy dziki las zachował swój pierwotny charakter.

    Idąc ciągle zielonym szlakiem wzdłuż granicy państwa i rezerwatu, łagodnie przechodzi się przez szczyt Iwinki (właściwie ten szczyt jest trochę w stronę "puszczy").

    Zaraz za wierzchołkiem szlak skręca w lewo i przechodzi przez środek rezerwatu. Przyroda tutaj nietknięta ludzką ręką. Chyba.

    Maszerując przez rezerwat odnoszę dziwne wrażenie, jakbym nie wędrował przez puszczę czy las, ale przez park. To pewnie sprawka roślinności, dużo jest tu drzew liściastych, trawiaste polany, krzewy.

    Szlakiem docieram do Duktu nad Spławami, przez który powinienem szybko przemknąć ale drogowskaz przy drodze zasugerował mi podejście duktem jakieś 150 metrów na wschód.

    Tak doszedłem do schronu turystycznego, wyglądającego na stosunkowo nową konstrukcję.

    Na parterze jadalnia i salon w jednym.

    Na pięterku sypialnia. Czyli w razie czego nocleg jest.

    Wróciłem do szlaku i ruszyłem dalej w dół. Na przeciwległym zboczu doliny w oczy rzucają się skałki.

    Na zachodnim stoku Pasiecznej znajdują się skałki, z których ponoć jest dobry punkt widokowy. Byłem kiedyś na tej górze ale skałek wtedy nie zaliczyłem.

    Szlak dochodzi do drogi w dolinie, w miejscu, gdzie Czarny Potok wpada do Białej Lądeckiej.

    Tą drogą już będę zmierzał do Bielic przechodząc przez dawną, nieistniejącą już osadę Nowa Biela i mijając jeszcze co jakiś czas interesujące miejsca. A to efektownie spadający ze stoku Białej Kopy Morawski Potok...

    ... a to krzyż pasyjny złożony w 2016 roku z elementów starego krzyża, stojącego niegdyś obok nieistniejącej już kaplicy w Nowej Bieli.

    Są też dwa zbiorniki retencyjne. Oczywiście kąpiel zabroniona.

   I wreszcie dotarłem do Bielic kończąc wspaniałą wycieczkę. Jeszcze tu wrócę. Nie raz.






4 komentarze:

  1. Podczas oglądania i czytania miałem przyjemne deja vu :)
    Co prawda my Rudawca tym razem nie odwiedziliśmy, ale wszystko inne jest nam znane. A na Czernicy któregoś dnia trafiliśmy podobną pogodę, zatem można było maksymalnie oddać się we władanie tych mocarnych widoków.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę mówiąc, to Góry Bialskie są niewielkim pasmem i jeśli ktoś się w nie wybiera to pewnie na Czernicę, Rudawca albo Postawną, bo to najbardziej znane okolice. Tak więc deja vu jest jak najbardziej na miejscu :)

      Usuń
  2. Z wielką przyjemnością obejrzałem i przeczytałem Twoja relację. Pozwoliło mi to odbyć ponowną podróż w te krainę. Byłem tam w trakcie kilkudniowej wyprawy rowerowej w drugiej połowie lipca 2015 roku, a później jeszcze pod koniec sierpnia 2015 roku. Zwiedziłem rowerem całe Sudety od Gór Opawskich po G. Izerskie i muszę stwierdzić, że G. Bialskie to najbardziej dziki fragment Sudetów, gdzie o ich dzikości w tym wypadku decyduje niezwykła przyroda i bardzo rzadko spotykani turyści na szlaku. Jak ktoś pragnie poczuć samotność swoich myśli i bliskość pięknej natury to G. Bialskie są idealnym do tego miejscem. Miałem wtedy podobną piękną pogodę i często wspomnieniami wracam do tamtych chwil.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie:) Właśnie, oglądanie znanych sobie miejsc przywołuje wspomnienia, najczęściej te miłe i powoduje przeżywanie jeszcze raz tych chwil. Mam tak jak przeglądam swoje stare wpisy, ale też inne zdjęcia w sieci, na których są znane mi okolice.

      Usuń