czwartek, 4 czerwca 2015

RÝCHORY




 
     Pewnego, czerwcowego poranka wyruszyłem w Karkonosze, ale nie te znane i popularne lecz ciche, rzec można - kameralne. Rýchory to pasmo na południowym wschodzie Karkonoszy, leżące po czeskiej stronie, z dala od tłumów, zgiełku, komercji i całego blichtru stworzonego dla masowego turysty. Po prostu Karkonosze dla koneserów.
     Žacléř, ładnie położone miasteczko po wschodniej stronie pasma, jest chyba najczęściej wybieranym miejscem na bazę wypadową w Rýchory. Warto pochodzić trochę po urokliwym mieście, zwłaszcza po Rýchorském náměstí z Kolumną Maryjną z 1725 roku w centralnym punkcie.

    Z głównego placu miasta wyruszam zielonym szlakiem obok kościoła Najświętszej Trójcy.

    Pierwszym moim celem jest Ježová hora czyli Stachelberg, twierdza artyleryjska i wieża widokowa Eliška, której wierzchołek dostrzegam już przy zejściu do Drewnianej Doliny (Prkenný Důl).

     Prkenný Důl to dzielnica Žacléřa bogata w narciarskie trasy zjazdowe. Na skrzyżowaniu przy pensjonacie "U kapličky" zielony skręca w lewo. Oczywiście przy zbiegu dróg jest i kapliczka (św.Anny), co z pewnością ułatwiło nazwanie pensjonatu.

    Przez dolinę biegnie droga jak również płynie Sněžný potok, na którym znajduje się niewielki rybník. Jest przy nim ławka więc można usiąść i kontemplować.

    Niedaleko za akwenem opuszczam asfaltową drogę idącą do Křenova i wraz z zielonym szlakiem zaczynam podejście, pierwsze tego dnia.

    Dwudziestominutowej wspinaczki nie uświetniały piękne widoki, to zwykły, mozolny marsz leśną drogą pod górę. ale gdy już dotarłem na Stachelberg zrobiło się przyjemniej. Niestety niebo zgubiło gdzieś swój błękit.

    Twierdza artyleryjska Stachelberg to największa fortyfikacja przedwojennej Czechosłowacji. Oprócz tego, co widać na zewnątrz, wiele znajduje się pod ziemią.

    Niedaleko znajdują się dwa pomniejsze bunkry, ale cała bliższa i dalsza okolica jest nimi usłana.

    Brak czeskiej waluty jak również ograniczony czas sprawiły, że nie zdecydowałem się zajrzeć do wnętrza twierdzy (zwiedzanie z przewodnikiem trwa około godziny). Podszedłem wyżej do wieży widokowej.

    Widoki z góry są bardzo przyjemne. Dookoła. Na wschodzie Vraní hory, wśród których bryluje Královecký Špičák.

    Na południu kamieniołomy a nad nimi góra Baba.

    Na zachodzie Sklenářovický vrch.

    Dalej na północ jest Dvorský les, najwyższy szczyt Rychorów mierzący 1033 m.n.p.m.

    Na północy Žacléř, właśnie z wieży dopiero widać jak ciekawie położone jest miasteczko.

    Z rozhledny ruszyłem czerwonym szlakiem w kierunku najwyższej góry pasma. Drogą tą prowadzi także ścieżka edukacyjna po tzw. linii Benesza, czechosłowackich fortyfikacjach z lat 1935-38.

    Szlak przecina drogę nr 300 łączącą Žacléř z Trutnovem, przy której znajduje się kolejny bunkier, ten akurat z pamiątkową tablicą.

    Jest tu także kamienna kolumna z kapliczką, odrestaurowana w 1991 roku ze środków byłych, niemieckich mieszkańców Žacléřa.

    A po drugiej stronie drogi zaczyna się Karkonoski Park Narodowy.

    Naučná stezka "Opevněné Trutnovsko" oraz szlak czerwony podchodzą dalej na wzniesienie Vrchy, gdzie oczywiście bunkrów także nie brakuje, tych małych i tych większych.

    W tej okolicy znajdowała się kiedyś osada Vernířovice. Położenie naprawdę miała piękne, z widokami, niestety po II wojnie światowej ludność wysiedlono a domy wyburzono. Jeszcze w 1929 roku było tu 15 domostw.

    Kresem ścieżki edukacyjnej jest rozdroże V Končinách. Krzyżują się tu różne drogi, jest odpočívadlo, jest i bunkier schowany w lesie.

    Ten schron od innych napotykanych przeze mnie po drodze odróżnia to, iż jest dostępny.

    Po przyjemnym odcinku szlaku wiodącym głównie wśród łąk, przyszedł czas na leśny akcent wędrówki, ale skoro zdobywa się Dvorský les to głupio by było bez lasu. Początkowo asfaltem, później już tylko leśnymi drogami do pierwszej strefy KRNAP-u. Tutaj szlak żółty jest łącznikiem obchodzącym wierzchołek. Czerwony idzie na szczyt.

    Nawet w pierwszej strefie parku można natknąć się na rzopik.

    Wierzchołek Dworskiego Lasu nie jest oznakowany. Być może kiedyś na tablicy była jakaś informacja ale obecnie jest tu tylko sam szkielet.

    Niedaleko od ścieżki jest tyczka triangulacyjna i granicznik geodezyjny, więc jest jakiś punkt odniesienia. Ale generalnie - dziko.

     Przy zejściu z góry towarzyszą mi kolejne rzopiki stojące przy szlaku w zaroślach, nadgryzione zębem czasu. Dróżka dociera do rozdroża Kutná, blisko wierzchołka o tej samej nazwie.

    Różne szlaki rozchodzą się stąd we wszystkich kierunkach, ja konsekwentnie trzymam się czerwonego, tak jak sobie zaplanowałem. Ten prowadził mnie dróżką z widokiem na Śnieżkę.

    Na okolicznych pastwiskach relaksowało się bydło rasy szkockiej.

    Kolejnym rozstajem był Rýchorský kříž, krucyfiks na rzeźbionym, barokowym postumencie z roku 1804, podobno ustawiony przez kowala Josepha Poltza.

    Pobliże krzyża to oprócz lasów także górskie łąki. Ludzie, którzy tu mieszkają mają na co dzień za oknem to, czego m.in. ja w górach szukam.

    Kontynuując wędrówkę szlakiem czerwonym, podchodzę pod Mravenečník (1005 m.n.p.m.), który na szczycie jest troszkę przerzedzony, co co może spowodować przyjemne wrażenia optyczne.

    Schodząc z Mrówkojada docieram na Roh hranic. To kolejne rozdroże i węzeł szlaków, który swą nazwę zawdzięcza położeniu. Jest na styku granicy polsko-czeskiej w miejscu, gdzie owa miedza tworzy kąt prosty (lub bliski takiemu).

   Na rogu granic żegnam się z czerwonym szlakiem i czepiam zielonego, który początkowo biegnie wzdłuż granicy, by później odbić na polską stronę i prowadzić Bobrowym Stokiem nad głębokimi, efektownymi dolinami.

    Szlak doprowadza do dawnego przejścia granicznego Niedamirów - Bobr/Žacléř. Tu zostawiam zielony graniczny i z powrotem wkraczam na terytorium Czech. Żółtym.

    Od przejścia, długa asfaltowa prosta z widokiem na Vraní hory, wiedzie do Bobru, dzielnicy Žacléřa.

    Nazwa nie jest przypadkowa, to tutaj bierze swój początek największy lewobrzeżny dopływ Odry. Pomyślałem, że spróbuję dojść do źródeł Bobru, które na mapie niestety nie są jasno określone. W związku z tym zostawiłem szlak żółty na skrzyżowaniu i ruszyłem rowerowym pod górę.

    Pnąc się uliczkami w stronę Boberské stráni przechodzę nad płynącą strużką. To Bóbr, którego będę dalej się trzymał.

    Nieco wyżej,gdzie droga skręca na Žacléř i biegnie podnóżem Bobrowego Stoku, dwa cieki łączą się w jeden. Pierwszy z nich spływa prosto od strony stoku przez prywatną posesję. Aby dojść do jego źródła muszę ją obejść wzdłuż ogrodzenia.

     Po kilku minutach dochodzę do źródła ukrytego w zaroślach. Woda wypływa między skupiskiem drzew, przy czymś, co wygląda jak jakiś fundament czy murek tkwiący w ziemi, układający się w pewien kształt. Coś tu kiedyś było, być może budynek.

    Wróciłem do drogi, wzdłuż której płynął drugi ciek. Wygląda jak rów melioracyjny ale to przecież koryto rzeczne.

    Przed jednym z budynków (chyba nr 8) woda spływająca od Boberské stráni podziemną rurą tworzy mały rezerwuar.

    Być może jest to pierwszy widzialny przejaw Bobru, gdyż dużo wyżej, w lesie, znajduje się tzw. suche źródło, skąd pierwotnie wypływała rzeka, a w 2014 nawiązując do historyczności tego miejsca, oznaczono je. Swoich kroków tam jednak nie skierowałem.

    Jak już później przeczytałem, w 2015 roku mija dokładnie 1000 lat od kiedy po raz pierwszy zostały wymienione nazwy Odra i Bóbr. To o 50 lat wcześniej niż Wisła. Moje gratulacje Bobrze.

    Nie zbaczałem zatem z asfaltowej drogi lecz dreptałem w kierunku Žacléřa łechtany pięknem lokalnego krajobrazu.

    Przy skrzyżowaniu z ulicą Górską stoi kolumna z rzeźbą św. Antoniego Padewskiego, pochodząca z 1770 roku.

    Ulica Horská doprowadza do głównej ulicy Žacléřa - Komenského i tą już spokojnie wędruję na parking obok Urzędu Miasta, przyglądając się po drodze ciekawej zabudowie.

    W czasie II wojny światowej w Žacléřu znajdowała się filia obozu koncentracyjnego Gross-Rosen i właśnie 70 lat po jej zakończeniu ma tu miejsce wystawa Jiřího Pospíšila przybliżająca mroczną historię obozu.

    Zatoczyłem więc koło (nie dosłownie) i ponownie znalazłem się na głównym placu miasta. Pogoda jak i treść wycieczki sprawiły, że to była przyjemna rychorska przechadzka. Polecam Rýchory.


 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz